Posted on

Piątkowe Deja Vu

W południe odebrałem tel. od Doktora, który zastanawiał się jak najlepiej rozegrać podbramkową sytuację w odległej miejscowości nadmorskiej. Od tego momentu zacząłem zastanawiać się, co warto byłoby spsocić, więc ustawiłem się z Szejkiem na wieczorne wyjście do klubu. Podjechaliśmy późnym wieczorem, akurat wtedy gdy wszystkie miejsca były już pełne gorących, przyjemnie falujących, kobiecych ciał.
Po wejściu do klubu przeszedł mnie sympatyczny dreszcz deja vu. W tym samym klubie, dwa tygodnie wcześniej, stała ta sama dziewczyna, w tym samym miejscu. Zabawny początek, zagadałem z sympatyczną długonogą, ale szybko zauważyłem też duże zmiany, cały parkiet był pełny sympatycznych, ślicznych dziewczyn. Tańczyłem w miłym nastroju, aż zobaczyłem szczupłą brunetkę w towarzystwie koleżanki i jakiegoś chłopaka.
– Sorry to Twój chłopak?
– Nie. – Uśmiechnęła się słodko.
– Podobasz mi się, a skąd jesteś?
– Puławy.
W takich momentach trzeba powiedzieć sobie, że mogło być gorzej, Meksyk, Venus, Kazachstan… zaczęliśmy się bujać w rytmie klubowej muzy. I wtedy właśnie na scenę wyszedł bardzo interesujący człowiek, który wziął do ręki mikrofon i zaczął zarzucać rytmy z dorzecza Amazonii – WTF?! Moja sympatyczna koleżanka była zachwycona, ja mniej.
– Zagrzej dla mnie to miejsce, zaraz wracam. – Powiedziałem do słodkiej dziewczyny, zanim z Szejkiem nie przedarliśmy się do baru. Tłok jak w japońskim metrze. Patrzę na lewo. Gołota. Chwileczkę, przecież ja dzisiaj nie piję. Patrzę ponownie – Gołota jak nic. Akurat przed nami stała interesująca brunetka, hmm…
– Który numerek macie?
– 16 (proszę, jaka przygotowana 😉
– A co dzisiaj polecacie do picia?
– Whisky!
– Ok, to zobacz. – Wskazuję na Szejka. – Tu jest sponsor dzisiejszego wieczoru, który postawi Ci co tylko zechcesz, jeśli uda Ci się poderwać Gołotę.
– Nie, daj spokój. – Powiedziała to w sposób, który sprawił, że zacząłem myśleć o nim z lekkim współczuciem. Faktycznie, chyba nie był dzisiaj w najlepszej formie.
Gdy naszą konwersację przerwała kelnerka przyjmująca zamówienie, moje spojrzenie skrzyżowało się z dwoma tańczącymi obok blondynkami.
– Jesteś z siostrą? – Nie ma to jak czasem puścić wodzę fantazji w otwieraczu, ale dziewczynom wystarczył ten poziom kreatywności.
– Nie, ale wszyscy nam mówią, że jesteśmy bliźniaczkami. – Hmmm, ciekawe dlaczego 😉
– Nie przejmuj się to tak jak my, zobacz to mój brat bliźniak – tutaj wskazałem na Szejka 😉
To co mnie w nich uderzyło, to może góra 155 cm wzrostu. Miłe były, fajne, drobne. I kiedy tak myślałem, moją uwagę ściągnęła kolejna dziewczyna, zatrzymująca się właśnie obok ze tym samym wzrostem. Moją uwagę przykuł może nie tyle jej wzrost, co miseczka D. Czy to w ogóle możliwe?! Przenoszę wzrok z jednej dziewczyny – miseczka A+, na drugą, równie filigranową – miseczka D!. Może to tylko sen? W każdym razie patrzę jak szejk Szejk podchodzi z plażowym drinkiem, więc chyba jednak sen. 😉 Wbijamy głębiej rozglądając się uważnie na boki – widzę kumpla, z nowym macho uczesaniem – u yeah! Plotkujemy trochę, później wracam na parkiet a tam… Żaklin z koleżanką (??)
– O wow, cudownie Cię widzieć! 🙂
Uśmiech. Przytuliłem się do niej i mówię:
– Szukamy dziewczyny dla Szejka.
Żaklin rzuca się na szyję Szejkowi. – To może poznasz nas ze sobą?
Tak, to by rozwiązywało wiele problemów 😉
Odbijamy, oficjalnie w poszukiwaniu kobiety dla Szejka. Mniej oficjalnie podchodzę do ślicznej latynoski (10), tańczącej samotnie na scenie i zaczynam niewinną konwersację.
– Z jakiego kraju przyleciałaś?
– Z Polski.
– Gdzie odlatujesz?
– Nigdzie.
– Ok, dwie bardzo dobre odpowiedzi. Musisz robić tu coś naprawdę niesamowitego.
– Jestem architektem.
– U łaaa, no widzę, że dzisiaj się zarchitektowałaś prześlicznie.
Oślepiła mnie swoim uśmiechem. – Projektuję dla banków.
Gdyby tylko była odrobinę wyższa, pozwoliłbym jej zaprojektować resztę swojego życia. Rozmawiamy jeszcze chwilę, później znajduje koleżankę przy barze i znika z pola widzenia. Wracam na parkiet. Tańczą tam drobna brunetka z tlenioną blondynką. Słyszę jak jedna z nich mówi:
– Chyba się już zbieramy.
O nie dziewczyny, jeszcze nie. Przysuwam się do blondynki
– Akurat! Impreza dopiero się zaczyna.
I faktycznie, dziewczyny kończą przebierać bezradnie nogami i szybko pozwalają sobie na chwilę zapomnienia w zmysłowym tańcu. O tak, kolejny pozytywny zwrot tego wieczoru. Poznajemy jeszcze kilka dziewczyn, ale gdy mijam na schodach Żaklin, ta żegna się kwaśno mówiąc, że jedzie już do domu. Jej koleżanka mówi wprost: – „Zatrzymaj ją”, ale wiem jak to by się skończyło. Kurtuazyjnie proponuję dziewczynom podwózkę, koleżanka Żaklin nalega, ale ona jest już nieobecna ciałem. Nie wiem co się stało, ale czuję się winny. Całuję ją w policzek na pożegnanie i wychodzę z Szejkiem – wracając do domu przejeżdżamy obok zagłębia kebabowego. Lekko zszokował mnie widok 5 dziewczyn, które przed chwilą poznaliśmy w klubie. Może to właśnie tu powinniśmy zaczynać imprezy następnym razem?

2 thoughts on “Piątkowe Deja Vu

  1. Widzę, że mój telefon dobrze Cię nastroił 😉
    Bo wieczór pełny wrażeń. Już jestem ! Mam sporo nowych przemyśleń więc niedługo zapełnię troszkę stone !

    1. Haha bardzo pozytywnie. Chętnie posłucham co tam zmajstrowałeś 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *