Posted on

Saturday Night Fever

Weekend to najlepszy czas na rozpętanie burzy po spokojnym, długim, tygodniu. Tym razem wybrałem się z Doktorem na numerobranie. Cel dosyć prosty: sprawdzenie kilku nowych sposobów na podryw, które wcześniej znaleźliśmy w sieci.

Pierwszy klub był dosyć nowy i wciągnął nas do środka niczym czarna dziura w kompletną pustkę. Wolną przestrzeń wypełniały 4 kobiety pląsające na parkiecie wielkości Boeinga 737. Już chwilę później, gdy przy DJce rozmawiałem z długonogą kelnerką, stanowiliśmy połowę ludzi w tej części klubu. Później dołączyłem do Doktora, który ratował się rozmową z inną kelnerką przy barze. Przed wyjściem porozmawiałem jeszcze chwilę z dziewczynami na parkiecie – bardzo fajna reakcja na tekst „To Twój klub?” bądź „Ty jesteś tu szefem?”. Polecam dla wszystkich, którzy odwiedzają nowo powstałe miejsca.

Szybko przebiliśmy do innego lokalu, gdzie 3 sek. po wskoczeniu na parkiet chwyciła mnie za ramię kobieca dłoń. Jej właścicielką okazała się koleżanka, z którą bawiłem się na jej studniówce.. blisko 10 lat temu? Bardzo przyjemne spotkanie, abstrahując od faktu, że koleżanka niedawno wzięła ślub, a imprezowała w charakterze przewodniczki swoich 3 azjatyckich przełożonych. Ale praca to praca. Pożegnawszy trzaskające sobie tysiące fotek Azjatki, zacząłem otwierać zestawy na parkiecie. Celem na ten wieczór było przetrenowanie tekstów ale pod sceną muza była tak głośna, że przypominało to wabienie ryb na poezję Mickiewicza. Trzeba się było stamtąd wydostać. Przebiłem na górę do baru, gdzie postałem trochę ze znajomymi, zagadując kilka przechodzących akurat dziewczyn. Jeden dialog jest warty wspomnienia.

– Masz jakieś numery? – Pyta Doktor.

– Dobre piwo? Mogę? – Mówię do przechodzącej właśnie blondynki.

Biorę łyka a dziewczyna zatrzymuje się i odpala uśmiech.

– Zostaw mi swój numer –  Walę serią jak z CKMu.

– Jak ze mną zatańczysz.

Najlepsze rozwiązania to proste rozwiązania, nie ma więc potrzeby wszystkiego nadmiernie komplikować. Ale sprawy mogą skomplikować się same, jeśli dwóch gości w tym samym klubie, prosi te same dziewczyny o numery, w dokładnie ten sam sposób. Zaczęło się od tego, że przeszedłem do chilloutu, gdzie otworzyłem dziewczynę na tekst o zmianie kanału. Przy okazji testując najgłupszy tekst jaki słyszałem w ciągu 48h, w najgłupszej możliwej sytuacji kiedy można go użyć – ale właśnie po to przecież jest rekonesans:

– [..] Założę się  że masz śliczny uśmiech. (Dziewczyna uśmiechała się już ze 3 razy przed tym pytaniem);

– Ja? – Wyraz twarzy hmm.. jeśli lubicie te archiwalne zdjęcia podróżników, którzy robili zdjęcia tubylcom na chwilę przed pożarciem, to ten okaz mógłby wam się wybitnie spodobać. Umiejętność szybkiej zmiany tematu – bezcenna.

Następne 30 minut pokazały, że jeśli Kobiety zauważą, że biegacie jak dzikusy z wywieszonym telefonem i wpychacie go do ręki każdej napotkanej osobie, która nosi szpilki i ma przynajmniej miseczkę C, nabiorą odrobinę dystansu. A długie pozostawanie w klubie do tego właśnie prowadzi. Wymyśliliśmy sobie zatem ciekawy pretekst aby przebić dalej i zbierając ekipę pomknęliśmy w kierunku kolejnego miejsca.

W szatni była straszna kolejka, więc zaczęliśmy dla żartu kręcić filmik o tym jak dobrze się bawimy. W takich momentach, jak spod ziemi, natychmiast wyłaniają się aktorki. Dzięki temu rozmowa od razu schodzi na wszystkie te Hollywoody, Bollywoody i Łwoodź, przez co wszystko staje się takie bajecznie proste.

Podsumowując dialogi na domknięcie z numerem, można śmiało powiedzieć, że siła tekstu tkwi w tym jak go powiecie. Przy odrobinie wysiłku nawet zezłomowana pralka, może się jawić jako współczesny krzyk mody. Po kilkunastu podejściach tego wieczoru, zaobserwowałem ciekawą, lecz trochę dziwną rzecz. Przychodzi taki moment, że w trakcie rozmowy to kobieta zaczyna chcieć Twój numer, używając wymyślnych aluzji, typu: „Ok – to zadzwonię do Ciebie i nie będziesz mógł zasnąć”. Chodziło o to, że musiałem wstać rano, ale nic nie wspominałem jeszcze o telefonie. Ponieważ przed chwilą dowiedziałem się jednak, że dziewczyna podobno „była tragiczna”, takie zachowanie powinno dać wam do myślenia w temacie picia na imprezach. 😉

Łączny bilans: 1 wieczór, 3 kluby, 10 imion, 3 numery, ciężkie wybicie z normalnego biorytmu i już nienawidzę poniedziałku.

Posted on

Walentynki

Walentynki to dobry dzień na podryw. Na samo to hasło kobiety przypominają sobie nagle, że nie mają faceta i zdesperowane uderzają do klubów. Tyle tytułem wstępu.

Znajomy zaprosił mnie na imprezę do Białołęki. Zapewniam, że wasz GPS pomyli się na tej trasie przynajmniej dwukrotnie. Kilka objazdów później i po miłej rozmowie z Paniami w kiosku, byłem już wyposażony w historię miejscowości, od czasów średniowiecznych i dowiedziałem się jak odnaleźć cel mojej podróży. Widząc jednak tylko 3 auta, zacząłem powątpiewać, czy to na pewno nie jest żart. Wysiadłem, usłyszałem muzę, dobry humor powrócił. W środku kilka osób, fajna atmosfera, ale nigdzie nie było kumpla. Zagadałem z kilkoma dziewczynami, które coś podobno wiedziały, chociaż wyglądały jakby tylko sprawiały takie wrażenie. Zważywszy jednak, że łączna powierzchnia klubu to obszar dwóch szkolnych stołówek, zrozumiałem że kumpel jest już w innym wymiarze i postanowiłem wracać do centrum na spotkanie z Doktorem. Gdy zakładałem kurtkę, podeszła do mnie dziewczyna i z nutką desperacji w głosie powiedziała:

– Dopiero przyszedłeś, zostań!

Sugestia bardzo wprost i jak tu nie odmówić pięknej dziewczynie? Tymczasem, auto zakopało się w śniegu. Damn! Z zaspą jest podobnie jak z Kobietami, trzeba dobrze rozkołysać, aby manewr zakończył się sukcesem. Gdy już udało mi się przebić do Centrum i wbić na parkiet, postanowiłem zaktualizować swoją wiedzę o podrywie. Będąc przez długi czas w związkach, człowiek może stępić sobie nieco ten subtelny, klubowy język. Na pierwszy rzut poszły najbardziej banalne teksty:

– Jak się masz?

– Dobrze

Nie do wiary, jednak można mnie czymś jeszcze zaskoczyć, ale mamy to już za sobą. Obok tańczyły dwie ciekawie wyglądające koleżanki:

– Jesteście bliźniaczkami?

Śmiech. -Nie.

– Siostry?

Znowu śmiech. Dziewczyna zaczyna kinetyzować ciągnąć mnie za ramię w dół.
– Jesteśmy koleżankami. – Tak, ten tekst w tej strefie klimatycznej świetnie otwiera  każdą parę koleżanek. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, ale Dziewczyny od 3 lat nie były w klubie, więc postanowiłem chwilowo znaleźć sobie inny obiekt zainteresowania.

Idziemy z Doktorem do górnego baru a tam, frontalnie wpadamy na 3 dziewczyny stojące przy schodach. Nie można odpuścić takiej okazji.

– Jak się bawicie? O! – Patrzę na jedną z dziewczyn – Masz taką charakterystyczną twarz, musisz mieć na imię Monika.

– Taaaaaaa, jak to możliwe?! – Pyta koleżankę, – Czy my się mu przedstawiałyśmy? Kobiety niestety wierzą w te wszystkie bzdury związane z magią etc. ale trzeba przyznać, że to świetnie działa, szczególnie jeśli macie odrobinę szczęścia. 😉

Posted on

Przebudzenie

Pora zacząć działać w temacie wsparcia miłych, sympatycznych gości, którzy nie wiedzą dlaczego znowu rozpadł się ich cudowny związek, bo przecież byli tacy fantastyczni. Pora dodać trochę wiary tym wszystkim, którzy przestali nawiązywać intymne relacje z kobietami i tymi wszystkimi, którzy stracili nadzieję, że mogą być z kobietą swoich marzeń. Koncepcja tej strony powstała w Walentynki, gdy razem z Doktorem testowaliśmy część z rzeczy, którymi chcemy się z wami zacząć sukcesywnie dzielić.