Posted on

Zbiegi okoliczności?!

Back Camera

Wszystko jak zwykle zaczęło się niewinnie. Odwiedziłem kumpla z licealnej ławy i znając jego zamiłowanie do mocnych trunków, profilaktycznie podjechałem furą. Ponieważ jego żona jest stewardessą, 2 godziny później miałem już w pełni uaktualnioną wiedzę o stanie flot linii lotniczych, w których problemy najczęściej rozwiązuje się przy pomocy taśmy klejącej. W każdym razie, przebywanie w gronie pozytywnych ludzi, zawsze nastraja optymistycznie, dlatego w doskonałym nastroju ruszyłem do centrum. Tam wcześniej ustawiony z Doktorem, zastałem go w miłym kobiecym towarzystwie. Kilkanaście minut później biegliśmy już do pierwszego klubu. Tam zupełnym zbiegiem okoliczności dowiedziałem się, że kolor różowo – bordowy, bardzo podoba się wszystkim selekcjonerom 😉 W środku, jak zwykle o tej porze w klubach, poezja. Umówiliśmy się z Doktorem, że w tym tygodniu otwieramy tylko 10tki, więc gdy tylko zauważyłem ponętnie wyglądającą blondynkę, ruszyłem w jej kierunku. Niestety była głęboko w zamkniętej strefie przeznaczonej na coś, co wyglądało jak chaotyczny zjazd ludzi totalnie przypadkowych. Postanowiłem zakotwiczyć przy barze, aby zaczekać aż zdecyduje się na wyjście na parkiet bądź do toalety i w tym właśnie momencie zobaczyłem Żaklin. Uhh…. wyglądała jak zwykle, gdy widzę ją w klubie olśniewająco. Pomyślałem, że to nieprawdopodobne, ale nie sprawiała wrażenie zaskoczonej, pomimo iż to dosyć nieprawdopodobny zbieg okoliczności. Przeszliśmy na parkiet, później zdecydowaliśmy się zmienić miejsce wraz z całą ekipą.

Gdy podeszliśmy do klubu obok nas stała wylansowana ekipa, którą selekcjoner poprosił o karty klubowe. Z jednej strony to trochę dziwne, ale z drugiej wiadomo, że to taki sympatyczny tekst, który pozwala ludziom, których nie chce się wpuszczać do klubu na zachowanie twarzy, więc nie marnując czasu od razu pokazałem na naszą ekipę. – Ok, wchodźcie. 😀 – To lubię, dziewczynom od razu zaświeciły się w oczach iskierki. 😉 W środku było bardzo przyjemnie. Zrobiliśmy rundkę naokoło, aby dojść na sam środek parkietu. Atmosfera była wyjątkowo przyjemna a to znaczy, że było na czym zawiesić wzrok. Niestety, a może na szczęście byłem tak jakby z Żaklin i jej koleżanką, także zachowawczo próbowałem odnaleźć się w tej roli kolego – przyjaciela, z perspektywą na chłopaka (chyba wszystko w zależności od tego, gdzie się spotykamy, bo w klubie zawsze robi na mnie piorunujące wrażenie). Koło dziewczyn zaczął tańczyć jakiś emeryt, więc dziewczyny zaproponowały, żebyśmy zmienili miejsce. Gdy chwilę później poszły do toalety, miałem okazję zamienić kilka słów z Doktorem.

Ustaliliśmy, że zrobimy małą rundkę wokół parkietu aby się trochę przewietrzyć. Tymniemniej chwilę później byliśmy już w innej sali. Doktor wskazał mi na dwie śliczne dziewczyny, niestety czułem się wyjątkowo dziwnie wiedząc, że będę musiał otworzyć je na oczach Żaklin, więc Uh!! zmieniliśmy miejsce na inną salę. Tam otworzyłem jedną z tańczących dziewczyn, która wpadła mi w oko wraz ze swoimi wysokimi szpilkami. Była w towarzystwie 3 koleżanek i pomyślałem, że przydałaby się teraz odsiecz kawalerii, niestety Doktor rozpoznawał teren kilka kroków dalej. Podtrzymując konwersację z dziewczyną, rozglądałem się bacznie i analizowałem dostępne opcje, aż do czasu gdy zrozumiałem, że nie ma tu mojej przyszłej żony 😉 Zrozumiałem też, że jeśli nie wrócimy do naszych dziewczyn, to będzie to mało wyjątkowy wieczór, Na szczęście czekały na parkiecie, zadowolone, że wróciliśmy. Pomyślałem o obowiązkach, które czekają na mnie następnego dnia i chciałem już powoli zawijać.. wtedy pojawił się znowu – uśmiechnięty emeryt kontratakował. Normalnie o co kaman? Dziadek na prawdę uderzał ostro, więc położyłem mu dłoń na ramieniu i krzyknąłem:

– Przestań podrywać moją dziewczynę. – Oczywiście było tak głośno, że niestety tylko on to usłyszał.

Intencją było zażartowanie na tyle głośno aby wszyscy mogli to słyszeć. ale nic, stało się. Gość się uśmiechnął, pomachał w powietrzu kciukami do góry i odkrzyknął, że gratuluje mi dziewczyny. Oczywiście muza była tak głośna, że nikt z wyjątkiem mnie tego nie słyszał. Teraz przysunął się do Żaklin i zrozumiałem, że jej właśnie gratuluje mnie. Źle. Chwile potem zobaczyłem ją nerwowo machającą dłońmi w powietrzu. Po prostu pięknie 😉 Ale zauważyłem, że gdy kolejny gość próbował przykleić się do Żaklin, sama natychmiast wysłała go w kosmos. Wow. Szybka akcja. 😉

Po 3 kawałkach całą ekipą wyszliśmy, a ja jeszcze raz podjąłem wyzwanie. Kino – wersja 2.0

Posted on

Retro piątek

Zaczęło się interesującą odprawą z Doktorem i nowym świeżakiem. Godzinę później rozpierani energią, nie mogliśmy doczekać się wyjścia do klubu. Wczesne rozpoczęcie imprezowania wiąże się z tym drobnym ryzykiem, że Twoje 4 litery będą jedynymi na parkiecie, ale tego dnia postanowiliśmy z Doktorem poświęcić maksymalnie dużo czasu na przygotowanie nowej osoby do profesjonalnego podrywu. Zaczęliśmy od otwieraczy i wyglądało to na prawdę dobrze. Kilkadziesiąt minut później byłem wystarczająco zadowolony z postępów przy barze i stolikach, aby rzucić hasło – teraz parkiet. Byliśmy pierwszymi osobami, ale to zawsze dobrze robi na rozpoznawalność w nowym miejscu. Na biegnące w naszą stronę kobiety musieliśmy czekać mniej niż 5 sekund. Trzy grupki dziewczyn, szybko osaczyły nas ze wszystkich stron. W takich chwilach nie masz żadnej konkurencji, więc możesz czuć się naprawdę komfortowo otwierając kolejne zestawy. Wysłaliśmy świeżaka do jednej z tańczących obok dwóch koleżanek i biorąc pod uwagę fakt, że pobierał lekcje tańca mniej niż półtorej godziny wcześniej, wymiatał. Zadowolony, skoncentrowałem się na otwieraniu kolejnych zestawów, aż doszedłem do interesującej brunetki, z którą chwilę pobujałem się na parkiecie. W pewnym momencie podszedł do mnie Doktor:

– Załóż się z nią, że nie poderwie świeżaka.

– Haha, doskonały pomysł. – Od razu postanowiłem wdrożyć go w życie.

– Założę się, że nie poderwiesz tego gościa. – Powiedziałem do brunetki.

Spojrzała na mnie uśmiechając się.

– Tak, a co masz na myśli przez podryw? Rozmowa się liczy?

Spojrzałem na świeżaka. Hmm tak, rozmowa na dzień dobry byłaby miła.

– Tak.

– To w takim razie, powinieneś wiedzieć, że już ze mną rozmawiał.

Haha auć! Przy takim tempie jaki narzuciliśmy na początku, musiał porozmawiać z przynajmniej połową dziewczyn w klubie. Bawiliśmy się dobrze i tego dnia był super flow, ale niestety wszyscy byli ustawieni w innych miejscach. Podrzuciłem Doktora do następnego klubu i rozpłynąłem się w ciemnościach tej gorącej nocy. Cały wieczór natchnął mnie do małej retrospekcji tego wszystkiego, co przez ostatnie kilka miesięcy robiliśmy w klubach. Zaczęliśmy od doskonałej zabawy, a teraz jest jej jeszcze lepiej. Yeah!

Posted on

Piątek w Jaskini Smoka

biforek

Doktor śmignął na działkę – duża strata przed weekendem – tym niemniej na otarcie łez podrzucił zaproszenia do klubu, które nie mogły się zmarnować. D. zorganizował u siebie biforek. Gdy wspominał, że będzie on i same kobiety, myślałem że żartuje, ale NIE… 7 kobiet i nas dwóch – mogę tak zaczynać częściej.

Poznawanie dziewczyn zaczęło się w kuchni, później przeniosło na balkon, aby zakończyć się w salonie. D. zwrócił moją uwagę na dziewczynę, która szczególnie wpadła mu w oko. W trakcie gdy zapoznawał on sympatyczną niunię ze swoim księgozbiorem, ja byłem pod troskliwą, „matczyną” opieką jednej z dziewczyn, która z determinacją postanowiła walczyć przy pomocy suszarki z Colą, którą chwilę wcześniej rozlała na moich spodniach. Nie wiem jak często kobiety wylewają na was różnego typu napoje, ale te przypadkowe wycieki zdarzają się wystarczająco regularnie, aby przestać nazywać je przypadkowymi. W końcu czy jest jakiś lepszy sposób, aby wyciągnąć mężczyznę z tłumu i spędzić z nim chwilę na osobności? Gdy wróciłem do salonu D. był na etapie pokazywania dziewczynie kolekcji znaczków, więc zaproponowałem siedzącym na około kobietom, że zostawimy ich samych aby mogli się spokojnie zacząć całować. Z doświadczenia wiem, że gdy w rozmowę wplecie się umiejętnie wystarczająco dużo dwuznacznych aluzji, stają się one w końcu faktami. Minuty mijały na ciekawym przekomarzaniu się, więc pora było zarządzić wymarsz do klubu. Podróż była oryginalnym przeżyciem, ponieważ taka grupa podróżująca metrem bardzo łatwo zwraca na siebie uwagę otoczenia. Gdy po solidnej dawce śmiechu dotarliśmy do celu naszej podróży, mój moczopędny browar przeją kontrolę nad ciałem, tak że zamiast rzucić się wprost na rozkołysany parkiet skierowałem pierwsze kroki grzecznie do toalety. Po wyjściu, większość ekipy była już w środku. Pozostało tylko przykleić się do kogoś na parkiecie. Tak się akurat zdarzyło, że na kursie kolizyjnym pojawiła się wysoka, szczuplutka brunetka.

– Skąd jesteś? – Zagadałem, z odległości 2 milimetrów od jej ucha.

– Teraz już z Warszawy. – Dziewczyna wydawała się być już po solidnej zaprawie, dlatego przestaliśmy rozmawiać i poprzestaliśmy na wspólnym tańcu. Przy takiej dziewczynie można się dobrze rozgrzać, ale trzeba było rozejrzeć się po reszcie klubu. Weszliśmy z D. na górę, przy barze stanęły dwie dziewczyny, z których ta wyższa zaczęła tańczyć przy koleżance, jak przy rurze.

– Widać, że ma ochotę na sex. – skomentował D. który sztukę nie owijania w bawełnę opracował do perfekcji 😉 Niestety, dziewczyny szybko przeniosły się dalej.

Usiedliśmy na podwyższeniu zerkając na wszystko to, co właśnie omijało nas na parkiecie. Z obydwu naszych stron siedziały grupki dziewczyn. 3 sekundy później zagadałem do blondynki po lewej. Dziewczyna była z Wrocławia. Chciałem krzyknąć: „kto ma ochotę przeżycia wakacyjnej przygody zgłosi się piętro niżej”, ale bałem się, że moglibyśmy zostać sami. Mimo wszystko wakacje jeszcze w pełni, więc trzeba się liczyć, że ktoś roztopi wam serce, a później zniknie 300 km za horyzontem. W tym czasie zacząłem żałować, że nie wychyliłem się w drugą stronę, gdzie moją uwagę przykuła śliczna brunetka po stronie D. Chciałem, żeby ją poznał, ale cały czas prowadziłem rozmowę z koleżanką po lewej. Z opresji wyrwały mnie dziewczyny, z którymi rozgrzewaliśmy się przed imprezą. Zostawiliśmy je na naszych miejscach i pomknęliśmy na parkiet.

Tego dnia nie byłem zbytnio konstruktywny, ale zaskakująco nie miało to żadnego wpływu na moją skuteczność. Dziewczyny w parach otwierałem na podryw na „siostry” a przynajmniej 3 na „wieczór panieński”. W samym centrum wpadliśmy na dwa anioły i to są właśnie momenty, w których dziękujecie za wsparcie na skrzydle – Agata – mój anioł stróż, okazała się być studentką turystyki i rekreacji, z baaardzo interesującą powierzchownością. D. wiedział jak zająć się koleżanką. Spędziliśmy tak kilka miłych chwil do czasu, gdy dziewczyny nie śmignęły do baru. Akurat w samą porę, bo właśnie przechodził koło nas mega zestaw dwójkowy. Zagadałem do blondynki, która szybko postanowiła zainstalować się z „siostrą” w naszym otoczeniu. W tym czasie obok nas stacjonarny obóz rozbiły koleżanki z biforka, w tym jedna wyjątkowo interesująca modelka o 178 cm żywego sex appealu, z dziecięcą twarzą. Zabawa była bardzo konkretna, aż nagle usłyszałem od Agaty:

– Pogadaj z kolegą, bo on się przytula a my tego nie lubimy.

Że ke? 😉 5s. później zostawiamy dziewczyny same. Wbijamy głębiej na parkiet. Znajduję koleżankę, która tańczyła wcześniej przy barze… a może to ona znajduje mnie. Falujemy razem przez następne kilkanaście minut. Dziewczyny mieszkają blisko i są gotowe na wszystko, ale gdy robią przerwę techniczną na toaletę, D. zaczyna koncentrować się już tylko na 178 centymetrach równie pięknego, co zajętego ciała ślicznej modelki. Przez następne kilkadziesiąt minut próbuję ukierunkować moce D. na wyzwania jakie czekają nas jeszcze tego wieczoru, ale jest już za późno.

Gdy wychodzę, widzę naszą super modelkę dzwoniącą po taksówkę.

– A gdzie zgubiłaś D.?

– Powiedział, że jestem zbyt seksowna aby ze mną tańczył i poszedł..

Gdybym tak powiedział, zrobiłbym to na pewno tylko po to, aby wrócić w bardziej odpowiednim momencie. Zastanawiając się, jaki będzie finał tej historii jadę do domu. Wątpliwości rozwiewają się, gdy odbieram telefon od D.

– Zakochana w jakimś 38 letnim facecie z Włoch.

Tiaaa… to była długa, przyjemna noc 😉 Teraz muszę się wyspać i przygotować na spotkanie z Żaklin. Znikam w otchłani własnego łóżka z uśmiechem na twarzy.

Posted on

Imprezowe Eksperymentatorium

impreza

Tego wieczoru wraz z Doktorem śmignęliśmy do mekki spragnionych mocnych wrażeń klubowiczów, jednak pustki na parkiecie nie napawały nas optymizmem. W okolicach północy, trzeba było podjąć męską decyzję – odwrót na z góry upatrzone pozycje 😉 do innego klubu.

Po drodze ucięliśmy sobie przyjemną pogawędkę na temat plusów i minusów spania z koleżankami, a gdy osiągnęliśmy cel naszej podróży, moim oczom ukazał się piękny widok rozgrzanych, rozbujanych kobiecych ciał. Wszystko to płynęło w rytmie doskonałej klubowej muzy. W takich chwilach, nie przychodzi mi do głowy wiele spontanicznych otwieraczy, po prostu chcę wskoczyć na parkiet i na chwilę zapomnieć o całej grze w tym oceanie namiętności.

Po kilku szalonych rozmowach i szeptaniu na uszy dziewczyn miłych słówek, nabrałem ochoty na obchód generalny i nagle widzę znajomą buzię. Procesy myślowe zwalniają w okolicy 1 pm, ale udaje mi się przypomnieć, że kiedyś rozmawiałem z dziewczyną i że numer, który mi podała… nazwijmy to delikatnie: nie zapisał się prawidłowo w telefonie. Zdecydowałem, że zagram obrażonego. Odwróciłem twarz idąc w inną część klubu. Ale nie na długo. Naokoło nie działo się nic ciekawego, więc wróciłem na parkiet. Podchodzę do dziewczyny i mówię:

– Cześć, ammm… Agnieszka, coś ty mi dała za numer?

– Uśmiech. – A co?

– Znalazłem w nim całkiem fajne znaczki, kropki i przecinki. – Widzę, że jakiś koleś podbija do tej panny, więc ją pytam:

To Twój chłopak?

– Słodki uśmiech – Nie.

– To dobrze. – Zaczynamy bujać się razem na parkiecie, ale… ten gość jedzie na bezczela i zagaduje mi pannę. Pierwsza myśl – może brat, albo rodzina, ale przyglądam się bliżej, obok jest jeszcze książkowo wylansowany, czyli ewidentnie goście na wypasie próbują mi zepsuć flow. Haha, powodzenia.

Przytulam pannę i zwracam się do gościa – „Sorry stary, to moja dziewczyna”.

Dziewczyna się uśmiecha i mówi mi: – „Nareszcie, uratuj mnie”.

W tym czasie, ten który stał za mną mówi: „Ta jasne, to moja siostra”. Koleś ewidentnie nakłania mnie do licytacji, ale tym razem to nie jest jego gra.

– „Przykro mi nie tym razem.” – mówię odwracając się do niego plecami i przysuwając się jeszcze bliżej do dziewczyny, tak, że teraz obejmuję ją w talii i skracam dystans do minimum.

Zakłopotani goście stali jeszcze chwilę, ale w swoim mikro magazynie wyuczonych tekstów, skończyła im się amunicja. Aż do momentu gdy było już „pozamiatane”, kontynuowałem szeptaną konwersację, a dziewczyna robiła na mnie coraz lepsze wrażenie. Poszliśmy razem usiąść. Opowiedziała mi historię swojego życia i podobało mi się to co mówiła. Tego wieczoru, miałem jednak ochotę na zupełnie nowe wyzwania, dlatego wykorzystałem sytuację, że Doktor był w pobliżu i chwilę później znowu przeczesywaliśmy razem parkiet. To co nastąpiło później, było całkiem ciekawym splotem wydarzeń.

Posted on

Sposób na koleżankę

Dziewczyny często pojawiają się na imprezach w towarzystwie swojej najlepszej koleżanki. Na ogół jedna jest dobita i sfrustrowana po ostatnim związku, a druga wpada na pomysł aby ją rozweselić w klubie. Szuka jej chłopaka, wspiera w ciężkich czasach albo po prostu zapija z nią smutki w publicznym miejscu mając nadzieję, że wydarzy się coś bliżej nieokreślonego, ale z pewnością fascynującego. I tu pojawiasz się Ty. Podoba Ci się dziewczyna, ale ta która Ci się podoba na ogół jest zajęta. Ta sytuacja jest beznadziejna. Ale załóżmy, że masz dzisiaj szczęście i podoba Ci się właściwa dziewczyna i chcesz ją bliżej poznać, spędzić z nią więcej czasu, szczególnie w nocy, szczególnie tej nocy! Dobra wiadomość jest taka, że jeśli potrafisz się postarać, taka kobieta będzie chciała tego przynajmniej tak samo bardzo jak Ty. Zła wiadomość jest taka, że Twoim najtrudniejszym zadaniem tego wieczoru jest wysłanie koleżanki na orbitę okołoziemską, aby z bezpiecznej odległości mogła nie wyglądać na przybitego, smutnego, zatroskanego kociaka, którym trzeba się zaopiekować pod karą dożywotnich wyrzutów sumienia. Co działa? Szybkość i dobrze znane wymówki. Twoją dziewczynę musi zaboleć głowa, albo wręcz przeciwnie powinna się tak dobrze bawić, że zaproponuje swojej koleżance aby sama wracała taksówką do domu – do swojego domu. Druga strategia jest znacznie lepsza, ponieważ gdy już nauczysz Kobietę kłamać, bardzo trudno ją powstrzymać. Niestety ma też swoją wadę, prawie nigdy nie działa. Pamiętaj, aby zorientować się w sytuacji jak najszybciej, gdyż dziewczyny na ogół umawiają się tak, że śpią jedna u drugiej. Niedobrze. Jeśli myślisz, że tego dnia będziesz łopatologicznie sprawdzał twierdzenie Pitagorasa, otwórz szeroko oczy i sprawdź czy nie widzisz na około szczwanych wiewiórek strugających z mydła Twoje karykatury, bo nic takiego się nie wydarzy. Dlatego nie trać z oczy swojego głównego celu i skoncentruj całą moc na oderwaniu swojej owieczki od stada. A koleżanka, cóż… niech wyśpi się za was oboje.

Posted on

Piątkowy biforek

W sobotę miałem ważne spotkanie, więc postanowiłem piątkowy wieczór przeimprezować bardzo lajtowo. Tego dnia wpadłem na inspirujący materiał o komplementach, więc ruszyłem do klubów z mocnym postanowieniem poprawy. Nie było łatwo!

Wbijamy do pierwszego klubu i otwieram dziewczynę(zestaw 2) na tekst:
– Zawsze tu taki tłok?
Rozmawiamy, śmiejemy się, ale zupełnie nie mam konceptu na komplement, więc w końcu mówię:
– Fajnie razem wyglądacie. – Ona oburzona patrzy na mnie jakbym sugerował, że jest les, co było dosyć zabawne, ale dodaję: – W sensie kolorystycznym. – i pokazuję że ona i koleżanka mają takiego samego koloru bluzkę.

W następnym klubie Doktor wskazuje na dwie śliczne dziewczyny, które tańczą seksownie wywijając ciałkiem. Podchodzę do jednej i mówię jej na ucho otwieracz na nauczycielkę salsy a ona zalewa mnie potokiem rodowitej hiszpańszczyzny! Lekcje z hiszpańskiego natychmiast dostają wyższy priorytet.

Komplementy, eh! Pozostaję w przekonaniu, że coś z prawdziwego zdarzenia przejdzie mi przez gardło następnego dnia, bo analizując ten wieczór zauważyłem w sobie wybitną specjalizację w negach.

Posted on

Złoty środek !

W życiu nie ma przypadków 😉

Wtorkowa nieobecność na imprezie, pozwoliła mi porządnie wypocząć + nabrać sił oraz całą masę  pozytywnej energii na klubowy weekend.

Telefon do przyjaciela. Ustawka na wieczór z perspektywą wspólnego klubowania z przyjacielem, którego już dawno nie widziałem dodawała mi skrzydeł czego efektem był szczery uśmiech do końca wieczoru.

Nie ma to jak odpowiednie towarzystwo! Są tacy ludzie, których sama obecność poprawia humor i o to chodzi ! ; D

Przed imprezą, jak to zazwyczaj bywa po długiej rozłące ze znajomymi najpierw był czas na parę kuflów złocistego browaru, przy którego akompaniamencie (oraz muzyce na żywo) spędziliśmy parę godzin.  Wreszcie po zaktualizowaniu ostatnich wiadomości nadszedł czas na zmianę lokalu.

….–>klub.01

Wchodzimy pewni świetnej zabawy. Mocna rama, powoli, pewni siebie, bez oglądania się na dziewczynki dotarliśmy do baru.  (nie ma to jak pierwsze wrażenie)

Po takim wejściu, oczy wielu Pań zwróciły się w naszym kierunku.

2 kolejne piwa.

Pełni pozytywnego luzu, oparci o bar spokojnie, dyskretnie badamy teren. Tłumów nie było, zdecydowanie jednak wyróżniała się grupka 6Dziewczyn z rezerwacją na 2stoliki dookoła nich puste kanapy, a Panie tańczą w środku.

Po chwili już siedzimy na kanapach a dziewczyny tańczą przed nami (dla nas). ; ]

(puszczam oczko i odpowiadam na uśmiechem na uśmiech.. od mojej 7 😉

Zorientowaliśmy się po kartce z rezerwacją na stoliku że jedna z Pań ma urodziny.

wstaję i pytam mojej 7

– Która to Kasia?

-Ale która?

Ja – Ta najważniejsza. Solenizantka <uśmiech

Ona – Szkoda, tam jest <pokazuje na nią.

składam życzenia i po chwili już znam wszystkie dziewczyny. wszyscy się świetnie bawią a My zyskaliśmy nowe koleżanki.

Po takim wejściu do klubu, otwarciu od razu dużego seta, mamy już pewną pozycję społeczną. Z łatwością otwieramy kolejne dziewczyny.

Pracowałem ładnie nad moją 7, wszystko szło wg.planu ; ) gdyby nie to że tak wcześnie zacząłem tego wieczoru zabawę z z % . Po kolejnych piwach coraz bardziej i szybciej ją traciłem. Najgorsze jest to że na komórkę zapisałem jej numer wciskając złe cyfry  : P

fopa i nauczka na przyszłość.

% nie przeszkadzają ale nie można przesadzić żeby nie okazało się że przez nie stracimy numer do dobrej 7.