Posted on

Piątek w Jaskini Smoka

biforek

Doktor śmignął na działkę – duża strata przed weekendem – tym niemniej na otarcie łez podrzucił zaproszenia do klubu, które nie mogły się zmarnować. D. zorganizował u siebie biforek. Gdy wspominał, że będzie on i same kobiety, myślałem że żartuje, ale NIE… 7 kobiet i nas dwóch – mogę tak zaczynać częściej.

Poznawanie dziewczyn zaczęło się w kuchni, później przeniosło na balkon, aby zakończyć się w salonie. D. zwrócił moją uwagę na dziewczynę, która szczególnie wpadła mu w oko. W trakcie gdy zapoznawał on sympatyczną niunię ze swoim księgozbiorem, ja byłem pod troskliwą, „matczyną” opieką jednej z dziewczyn, która z determinacją postanowiła walczyć przy pomocy suszarki z Colą, którą chwilę wcześniej rozlała na moich spodniach. Nie wiem jak często kobiety wylewają na was różnego typu napoje, ale te przypadkowe wycieki zdarzają się wystarczająco regularnie, aby przestać nazywać je przypadkowymi. W końcu czy jest jakiś lepszy sposób, aby wyciągnąć mężczyznę z tłumu i spędzić z nim chwilę na osobności? Gdy wróciłem do salonu D. był na etapie pokazywania dziewczynie kolekcji znaczków, więc zaproponowałem siedzącym na około kobietom, że zostawimy ich samych aby mogli się spokojnie zacząć całować. Z doświadczenia wiem, że gdy w rozmowę wplecie się umiejętnie wystarczająco dużo dwuznacznych aluzji, stają się one w końcu faktami. Minuty mijały na ciekawym przekomarzaniu się, więc pora było zarządzić wymarsz do klubu. Podróż była oryginalnym przeżyciem, ponieważ taka grupa podróżująca metrem bardzo łatwo zwraca na siebie uwagę otoczenia. Gdy po solidnej dawce śmiechu dotarliśmy do celu naszej podróży, mój moczopędny browar przeją kontrolę nad ciałem, tak że zamiast rzucić się wprost na rozkołysany parkiet skierowałem pierwsze kroki grzecznie do toalety. Po wyjściu, większość ekipy była już w środku. Pozostało tylko przykleić się do kogoś na parkiecie. Tak się akurat zdarzyło, że na kursie kolizyjnym pojawiła się wysoka, szczuplutka brunetka.

– Skąd jesteś? – Zagadałem, z odległości 2 milimetrów od jej ucha.

– Teraz już z Warszawy. – Dziewczyna wydawała się być już po solidnej zaprawie, dlatego przestaliśmy rozmawiać i poprzestaliśmy na wspólnym tańcu. Przy takiej dziewczynie można się dobrze rozgrzać, ale trzeba było rozejrzeć się po reszcie klubu. Weszliśmy z D. na górę, przy barze stanęły dwie dziewczyny, z których ta wyższa zaczęła tańczyć przy koleżance, jak przy rurze.

– Widać, że ma ochotę na sex. – skomentował D. który sztukę nie owijania w bawełnę opracował do perfekcji 😉 Niestety, dziewczyny szybko przeniosły się dalej.

Usiedliśmy na podwyższeniu zerkając na wszystko to, co właśnie omijało nas na parkiecie. Z obydwu naszych stron siedziały grupki dziewczyn. 3 sekundy później zagadałem do blondynki po lewej. Dziewczyna była z Wrocławia. Chciałem krzyknąć: „kto ma ochotę przeżycia wakacyjnej przygody zgłosi się piętro niżej”, ale bałem się, że moglibyśmy zostać sami. Mimo wszystko wakacje jeszcze w pełni, więc trzeba się liczyć, że ktoś roztopi wam serce, a później zniknie 300 km za horyzontem. W tym czasie zacząłem żałować, że nie wychyliłem się w drugą stronę, gdzie moją uwagę przykuła śliczna brunetka po stronie D. Chciałem, żeby ją poznał, ale cały czas prowadziłem rozmowę z koleżanką po lewej. Z opresji wyrwały mnie dziewczyny, z którymi rozgrzewaliśmy się przed imprezą. Zostawiliśmy je na naszych miejscach i pomknęliśmy na parkiet.

Tego dnia nie byłem zbytnio konstruktywny, ale zaskakująco nie miało to żadnego wpływu na moją skuteczność. Dziewczyny w parach otwierałem na podryw na „siostry” a przynajmniej 3 na „wieczór panieński”. W samym centrum wpadliśmy na dwa anioły i to są właśnie momenty, w których dziękujecie za wsparcie na skrzydle – Agata – mój anioł stróż, okazała się być studentką turystyki i rekreacji, z baaardzo interesującą powierzchownością. D. wiedział jak zająć się koleżanką. Spędziliśmy tak kilka miłych chwil do czasu, gdy dziewczyny nie śmignęły do baru. Akurat w samą porę, bo właśnie przechodził koło nas mega zestaw dwójkowy. Zagadałem do blondynki, która szybko postanowiła zainstalować się z „siostrą” w naszym otoczeniu. W tym czasie obok nas stacjonarny obóz rozbiły koleżanki z biforka, w tym jedna wyjątkowo interesująca modelka o 178 cm żywego sex appealu, z dziecięcą twarzą. Zabawa była bardzo konkretna, aż nagle usłyszałem od Agaty:

– Pogadaj z kolegą, bo on się przytula a my tego nie lubimy.

Że ke? 😉 5s. później zostawiamy dziewczyny same. Wbijamy głębiej na parkiet. Znajduję koleżankę, która tańczyła wcześniej przy barze… a może to ona znajduje mnie. Falujemy razem przez następne kilkanaście minut. Dziewczyny mieszkają blisko i są gotowe na wszystko, ale gdy robią przerwę techniczną na toaletę, D. zaczyna koncentrować się już tylko na 178 centymetrach równie pięknego, co zajętego ciała ślicznej modelki. Przez następne kilkadziesiąt minut próbuję ukierunkować moce D. na wyzwania jakie czekają nas jeszcze tego wieczoru, ale jest już za późno.

Gdy wychodzę, widzę naszą super modelkę dzwoniącą po taksówkę.

– A gdzie zgubiłaś D.?

– Powiedział, że jestem zbyt seksowna aby ze mną tańczył i poszedł..

Gdybym tak powiedział, zrobiłbym to na pewno tylko po to, aby wrócić w bardziej odpowiednim momencie. Zastanawiając się, jaki będzie finał tej historii jadę do domu. Wątpliwości rozwiewają się, gdy odbieram telefon od D.

– Zakochana w jakimś 38 letnim facecie z Włoch.

Tiaaa… to była długa, przyjemna noc 😉 Teraz muszę się wyspać i przygotować na spotkanie z Żaklin. Znikam w otchłani własnego łóżka z uśmiechem na twarzy.

Posted on

Let’s Do It One More Time! :D

impreza w mini na maksa

impreza w mini na maksaWyszliśmy z Doktorem, sympatyczną Panią X i dwoma dobrze rokującymi „świeżakami” Y i Z. Po drodze spotkaliśmy panieński, zatem do klubu niemalże wbiegłem w welonie. To było chwilę po tym, gdy rzuciłem się pannie młodej na szyję. Przed klubem niespodzianka, zmienił się selekcjoner. Sympatyczna brunetka zadumała się na nasz widok:

– Taka duża ekipa..
– Taka duża ekipa – odpowiedziałem. Ale widzę, że spogląda na dziewczyny, które ledwo trzymają się na nogach i ech… – To zróbmy tak, to jest mniejsza ekipa – pokazuję na naszych graczy – a to jest większa ekipa, uśmiecham się do dziewczyn.. 😉 Wchodzimy! W środku duże braki laskowo – osobowe, zatem nic tylko pogratulować ostrej selekcji. W klubie dołącza do nas jeszcze dwóch ziomków. D – mistrz kinetyzowania na parkiecie i S nieuleczalny kobieciarz z artystyczna duszą. W takim towarzystwie najlepiej spodziewać się niespodziewanego – energia jest wręcz wyczuwalna w powietrzu.
Robimy małe zamieszanie przy barze, później wbiegamy na parkiet. Nagle słyszę:
– Czeeeeeść.
– Siema stary – hmmm, ściskam dłoń jakiemuś obcemu facetowi. – Ale wlasciwie skąd ja Cię znam?
– Znamy sie przez Twoich rodzicow. – I tu wyskakuje z całym życiorysem i kawałkiem mojego. Najgorsze nie jest nawet to, że właściwie wszystko się zgadza, ale fakt że po głowie chodzi mi nadal jedno pytanie – skąd ten gość mnie zna?! Gdy powiedział, ze ma kawalerski przestałem wnikać i ścisnęliśmy się serdecznie jak dwa niedźwiedzie w galarecie. Niestety przebijał ze swoją ekipą (20 osób) do klubu go -go na padlinę, zatem szybko się pożegnaliśmy.
Po kontrolnym rekonesansie, rozgrzaniu mięśni na parkiecie i kilku spontanicznych otwieraczach, zauważyłem że Y po kilku namowach, jak na pierwszy raz radzi sobie całkiem dobrze – właśnie czarował całkiem interesującą dziewczynę na balkonie. Spojrzeliśmy na siebie z Doktorem, było dobrze, nawet bardzo dobrze. Podszedł D i zaczęliśmy planować atak na parkiecie. Na celownik poszła sympatyczna para długonogich koleżanek. Chciały nas pożreć na kolację, więc w ramach otwieracza burknąłem tylko coś niewyraźnie i zaczęliśmy oblężenie w rytmie konkretnych basów. Po krótkiej, acz treściwej konwersacji wywnioskowałem, że moja partnerka jest kolejną znudzoną małżeństwem mamuśką, która ochajtała się z wybitnie nudnym informatykiem, a jej koleżanka cóż… wyglądała na mniej zamężną i z pewnością zadowoloną pod naporem D.. Reszta ekipy rozgrzała się już wystarczająco, aby zdecydować się na przebicie do innego klubu. Wymieniłem porozumiewawcze spojrzenie z D, wiedziałem że zostaje w dobrych rękach. Przed wejściem S oświadczył, że musi coś jeszcze załatwić, zrozumiałem natychmiast, że postanowił zadzwonić do swojej dziewczyny (bardzo interesującej platynowej blondynki) i że to oznacza „wylogowanie się” z gry na dobre. Nie przepadam za angielskimi wyjściami, lecz trzeba przyznać, że kumplom wybacza się więcej.
W środku poprzeczka poszła do góry, przecież w końcu wylądowaliśmy w imprezowym epicentrum Warszawy. Świeżaki, zgromadziły się wokół baru, szukając impulsu do działania.
– Weź ten browar i zacznij stukać się z dziewczynami.
– Za chwilę, spokojnie. – Uwielbiam takie teksty, niestety jak wychylisz browar do końca, to nie będzie się czym stukać ;))
Poszliśmy na mały obchód z Doktorem i byłem rozbawiony widząc jak konkurencja próbuje wgryźć się w łaski X. Niszczenie było miażdżące, gdyż gościowi nawet nie udało się obrócić wszystkiego w żart. Tymczasem (będącym błędem językowym) na parkiecie tańczyła miła Pani. Nie wiem, czy bardziej uwodziła własnym wzrokiem, czy ponętnymi udami ochoczo wystającymi z najbardziej seksowej mini, w której nie wypada się pokazać w teatrze. Byłaby doskonałym wyzwaniem dla D., ale nasz ekspert od podrywu na parkiecie rozminowywał koleżankę w innym klubie. Chwilę później zobaczyłem jak Y zaczyna z nią nieśmiało tańczyć. Pomyślałem, że oberek nie najlepiej wygląda przy klubowej muzie, ale dziewczynie ewidentnie się podobało, co zachęciło Y do zmniejszenia dystansu. Myślę, że coś jeszcze z niego może być.
Spoglądając na dziewczyny wokoło, zainteresowały mnie dwie bardzo podobnie wyglądające dziewczyny. Szczególnie zainteresował mnie naturalny uśmiech jednej z nich, a może to te uda, które w szpilkach wyglądały jak stalowe relikwie fitnessowych guru. Zająłem się zmotywowaniem Z. Trzeba przyznać, że chłopak się przełamał, zaczął otwierać dziewczyny i wreszcie wyglądał na zadowolonego. Pod koniec imprezy D. zadzwonił z newsem, że dziewczyna mu się przestała podobać, bo „najchętniej chodziłaby za rączkę”. Jak ja lubię tą jego maczo naturę 🙂
Kilkadziesiąt minut później rozglądaliśmy się za najbardziej wytrwałymi imprezowiczkami i Doktor idąc na czele pochodu wypatrzył „stalowe łydki”, siedzącą przy stoliku. Zagadałem baardzo szybko.
– Gdzie zgubiłaś siostrę?
– To nie moja siostra? – Odpowiedziała z uśmiechem.
– W takim razie kto, bo wyglądacie niemalże jak bliźniaczki?
– To była dziewczyna mojego kolegi.
– Aha.. (W takich chwilach warto się zastanowić, czy dziewczyna, kolegi waszego brata, którego macie bądź nie, chciałaby brnąc dalej w ten wątek).
– Czyli z kim się dzisiaj bawisz?
– Z koleżanką.
– A gdzie ona jest?
– Za nami.
Oglądam się za siebie, a tam dziewczyna wije się pod napastliwymi uściskami napalonego kolesia.
– Aha, wygląda na to, że świetnie się bawi.
– Zaraz jedziemy do domu.
– Z tym gościem?
– Nie, on zostaje. (Najsss) Pośmialiśmy się jeszcze chwilę, a następnie zacząłem się zastanawiać co my właściwie możemy razem robić.
– Wyglądasz mi na dziennikarkę.
Słodki uśmiech. – Dlaczego?
– Bo są czarujące w trakcie rozmowy a potem piszą o tobie straszne rzeczy.
– A co miałeś do czynienia z takimi?
– Haha tak, udzielałem wywiadu do „Gościa niedzielnego”.
– To się zdziwisz, jestem finansistą.
Moja głowa powoli osunęła się na blat stołu, zasłoniłem twarz rękoma i westchnąłem.. – Rany jaka nuda. Siedzisz całymi godzinami przed kompem, liczysz nie swoją kasę a później brakuje Ci jednego grosza i musisz zaczynać wszystko od początku?
Uśmiechała się, zatem było na prawdę źle. Ale dziewczyna miała coś w sobie.
– Jak się właściwie nazywasz?
– Żaklin…. Jakoś naturalnie przeszliśmy do tematu Francji 😉 Później wziąłem numer i zeszliśmy na parkiet.
Reszta ekipy zawijała właśnie do domu, a mi nie pozostało nic innego jak zaopiekować się czarującą Żaklin i jej koleżanką Moniką. To jeden z tych wieczorów, które jestem gotowy powtórzyć bez zmrużenia powiek.
Posted on

Kapitalny wieczór

Telefon od Doktora w piątkowe popołudnie może oznaczać tylko jedno – oficjalne otwarcie weekendu. Umówiliśmy się jak zwykle w centrum, tym razem wewnątrz klubu. Dojechałem drugi i znalazłem Doktora, który zdążył już zająć strategiczne miejsce przy barze. W jego ślady poszła też interesująco wyglądająca blond łasiczka, która z bezpiecznej odległości mogła przysłuchiwać się naszej rozmowie. Wymieniliśmy się bieżącymi informacjami, a później zastanawiałem się jak najlepiej otworzyć blondyneczkę. Tym razem jednak, wbrew swojej naturze, postanowiłem wypróbować nową, podpatrzoną przez Taurusa strategię. Polega ona głównie na tym, że przez długi czas nawiązujesz z dziewczyną kontakt wzrokowy ale głównie wtedy, gdy ona wyraźnie nie patrzy na ciebie. Kiedy to działa: tylko wtedy gdy dziewczyna stoi przy barze sama. Muszę przyznać, że działa świetnie. Tak, tak, wiem, za pierwszym razem myślałem, że to jakiś żart, że to nie w naszym stylu, ale skoro działa to zacznij to robić. Po kilku takich dłuższych chwilach, dziewczyna jest tobą zazwyczaj zaintrygowana na tyle, że otwieracz w zasadzie nie ma większego znaczenia. Możesz ją otworzyć na teksty od poszukiwania partnerki do bobsleja, aż po casting na polską barbie – w zasadzie nie testowałem tego jeszcze, ale jeśli zmuszam się do wyseplenienia kilku bezwładnych sylab, to to także powinno zadziałać. W każdym razie, po bliższym zagadaniu okazało się że dziewczyna dysponuje całkiem ładnego kalibru aparatem na zęby i ma więcej lat niż każdy z nas (oddzielnie na szczęście). Jakby tu powiedzieć, moja ciekawość przeniosła się na dziewczynę, która z zaskoczenia podeszła do niej i szepnęła jej coś do ucha. Kurcze, kojarzyłem tą buźkę.

– Skąd mogę kojarzyć twoją koleżankę? – Zagadałem blondynkę.

– Nie wiem, może cię przedstawię? – Pomyślałem, że to dosyć kuriozalne więc nie czekając zbyt długo, zagadałem brunetkę.

– Wybacz, normalnie nie mówię tego dziewczynom, ale skądś kojarzę twoją buzię.

W odpowiedzi, powiedziała mi – Jasne! – i wymieniła moje imię. Teraz już wszystko zaskoczyło. Spotkaliśmy się wcześniej w klubie. Miała na imię Magda, jednak teraz wydawała mi się o wiele fajniejsza, niż sposób w jaki zapisała się w mojej pamięci. W każdym razie, czuję że to duży pozytyw, iż w tym dużym mieście może czasem dojść do tak zaskakującego spotkania, w którym nie pamiętając kogoś zbyt dobrze, można by otwierać go kilka razy na ten sam otwieracz – to jeden z powodów, dla którego warto się rozwijać w czasie podążając za najnowszymi trendami.  Trochę się pośmialiśmy, pobalowaliśmy i wywiązała się ciekawa konwersacja.

– Cośtam cośtam (już na prawdę nie pamiętam).

– Nie wierzę Ci.

– Co? Zobacz, ona uwierzy. – Powtórzyłem tekst do przechodzącej akurat obok miłej, dobrze wyposażonej dziewczyny. Cała się rozpromieniła.

– Widzisz? Odpowiedziałem z przekąsem.

– Spytaj czy ci uwierzyła.

– Nie uwierzyłaś mi? – Zagadałem dziewczynę, która nie wiadomo dlaczego przycupnęła tuż obok.

– Nie.  – Zrozumiałem, że wiarygodność nie idzie w parze, z podrywaniem dwóch zupełnie obcych sobie kobiet w tym samym czasie. – W każdym razie, osiągnąłem zamierzony cel, oboje z Magdą wybuchnęliśmy śmiechem.

Nie pamiętam, dlaczego wyszliśmy – wiem, że po chcieliśmy przebić do innego klubu, po drugie jedliśmy kanapki. Wtedy moim oczom ukazały się dwa interesujące obiekty, z których jeden mógłby z pewnością objąć wakat mojej nadwornej masażystki. Po szybkiej piłce, dziewczyny zaoferowały, że zawiozą nas do następnego klubu, ale po drodze włączył im się szwędacz pokładowy i pojechaliśmy do zupełnie innego miejsca, gdzie był taki tłum, że parkowaliśmy pod samym wejściem. W środku, skasowani za wjazd, przez następne 15 minut robiliśmy 4/5 ruchu na parkiecie, wykrzywiając buźki w abstrakcyjnych pozach do pamiątkowych fotografii. Na szczęście wizyta w toalecie ocuciła mnie na tyle, że zarządziłem wspinaczkę wysokogórską, aby wydostać się z tej dziury i dalsza część tej sympatycznej nocy przebiegała już o wiele przyjemniej.