Posted on

Let’s Do It One More Time! :D

impreza w mini na maksa

impreza w mini na maksaWyszliśmy z Doktorem, sympatyczną Panią X i dwoma dobrze rokującymi „świeżakami” Y i Z. Po drodze spotkaliśmy panieński, zatem do klubu niemalże wbiegłem w welonie. To było chwilę po tym, gdy rzuciłem się pannie młodej na szyję. Przed klubem niespodzianka, zmienił się selekcjoner. Sympatyczna brunetka zadumała się na nasz widok:

– Taka duża ekipa..
– Taka duża ekipa – odpowiedziałem. Ale widzę, że spogląda na dziewczyny, które ledwo trzymają się na nogach i ech… – To zróbmy tak, to jest mniejsza ekipa – pokazuję na naszych graczy – a to jest większa ekipa, uśmiecham się do dziewczyn.. 😉 Wchodzimy! W środku duże braki laskowo – osobowe, zatem nic tylko pogratulować ostrej selekcji. W klubie dołącza do nas jeszcze dwóch ziomków. D – mistrz kinetyzowania na parkiecie i S nieuleczalny kobieciarz z artystyczna duszą. W takim towarzystwie najlepiej spodziewać się niespodziewanego – energia jest wręcz wyczuwalna w powietrzu.
Robimy małe zamieszanie przy barze, później wbiegamy na parkiet. Nagle słyszę:
– Czeeeeeść.
– Siema stary – hmmm, ściskam dłoń jakiemuś obcemu facetowi. – Ale wlasciwie skąd ja Cię znam?
– Znamy sie przez Twoich rodzicow. – I tu wyskakuje z całym życiorysem i kawałkiem mojego. Najgorsze nie jest nawet to, że właściwie wszystko się zgadza, ale fakt że po głowie chodzi mi nadal jedno pytanie – skąd ten gość mnie zna?! Gdy powiedział, ze ma kawalerski przestałem wnikać i ścisnęliśmy się serdecznie jak dwa niedźwiedzie w galarecie. Niestety przebijał ze swoją ekipą (20 osób) do klubu go -go na padlinę, zatem szybko się pożegnaliśmy.
Po kontrolnym rekonesansie, rozgrzaniu mięśni na parkiecie i kilku spontanicznych otwieraczach, zauważyłem że Y po kilku namowach, jak na pierwszy raz radzi sobie całkiem dobrze – właśnie czarował całkiem interesującą dziewczynę na balkonie. Spojrzeliśmy na siebie z Doktorem, było dobrze, nawet bardzo dobrze. Podszedł D i zaczęliśmy planować atak na parkiecie. Na celownik poszła sympatyczna para długonogich koleżanek. Chciały nas pożreć na kolację, więc w ramach otwieracza burknąłem tylko coś niewyraźnie i zaczęliśmy oblężenie w rytmie konkretnych basów. Po krótkiej, acz treściwej konwersacji wywnioskowałem, że moja partnerka jest kolejną znudzoną małżeństwem mamuśką, która ochajtała się z wybitnie nudnym informatykiem, a jej koleżanka cóż… wyglądała na mniej zamężną i z pewnością zadowoloną pod naporem D.. Reszta ekipy rozgrzała się już wystarczająco, aby zdecydować się na przebicie do innego klubu. Wymieniłem porozumiewawcze spojrzenie z D, wiedziałem że zostaje w dobrych rękach. Przed wejściem S oświadczył, że musi coś jeszcze załatwić, zrozumiałem natychmiast, że postanowił zadzwonić do swojej dziewczyny (bardzo interesującej platynowej blondynki) i że to oznacza „wylogowanie się” z gry na dobre. Nie przepadam za angielskimi wyjściami, lecz trzeba przyznać, że kumplom wybacza się więcej.
W środku poprzeczka poszła do góry, przecież w końcu wylądowaliśmy w imprezowym epicentrum Warszawy. Świeżaki, zgromadziły się wokół baru, szukając impulsu do działania.
– Weź ten browar i zacznij stukać się z dziewczynami.
– Za chwilę, spokojnie. – Uwielbiam takie teksty, niestety jak wychylisz browar do końca, to nie będzie się czym stukać ;))
Poszliśmy na mały obchód z Doktorem i byłem rozbawiony widząc jak konkurencja próbuje wgryźć się w łaski X. Niszczenie było miażdżące, gdyż gościowi nawet nie udało się obrócić wszystkiego w żart. Tymczasem (będącym błędem językowym) na parkiecie tańczyła miła Pani. Nie wiem, czy bardziej uwodziła własnym wzrokiem, czy ponętnymi udami ochoczo wystającymi z najbardziej seksowej mini, w której nie wypada się pokazać w teatrze. Byłaby doskonałym wyzwaniem dla D., ale nasz ekspert od podrywu na parkiecie rozminowywał koleżankę w innym klubie. Chwilę później zobaczyłem jak Y zaczyna z nią nieśmiało tańczyć. Pomyślałem, że oberek nie najlepiej wygląda przy klubowej muzie, ale dziewczynie ewidentnie się podobało, co zachęciło Y do zmniejszenia dystansu. Myślę, że coś jeszcze z niego może być.
Spoglądając na dziewczyny wokoło, zainteresowały mnie dwie bardzo podobnie wyglądające dziewczyny. Szczególnie zainteresował mnie naturalny uśmiech jednej z nich, a może to te uda, które w szpilkach wyglądały jak stalowe relikwie fitnessowych guru. Zająłem się zmotywowaniem Z. Trzeba przyznać, że chłopak się przełamał, zaczął otwierać dziewczyny i wreszcie wyglądał na zadowolonego. Pod koniec imprezy D. zadzwonił z newsem, że dziewczyna mu się przestała podobać, bo „najchętniej chodziłaby za rączkę”. Jak ja lubię tą jego maczo naturę 🙂
Kilkadziesiąt minut później rozglądaliśmy się za najbardziej wytrwałymi imprezowiczkami i Doktor idąc na czele pochodu wypatrzył „stalowe łydki”, siedzącą przy stoliku. Zagadałem baardzo szybko.
– Gdzie zgubiłaś siostrę?
– To nie moja siostra? – Odpowiedziała z uśmiechem.
– W takim razie kto, bo wyglądacie niemalże jak bliźniaczki?
– To była dziewczyna mojego kolegi.
– Aha.. (W takich chwilach warto się zastanowić, czy dziewczyna, kolegi waszego brata, którego macie bądź nie, chciałaby brnąc dalej w ten wątek).
– Czyli z kim się dzisiaj bawisz?
– Z koleżanką.
– A gdzie ona jest?
– Za nami.
Oglądam się za siebie, a tam dziewczyna wije się pod napastliwymi uściskami napalonego kolesia.
– Aha, wygląda na to, że świetnie się bawi.
– Zaraz jedziemy do domu.
– Z tym gościem?
– Nie, on zostaje. (Najsss) Pośmialiśmy się jeszcze chwilę, a następnie zacząłem się zastanawiać co my właściwie możemy razem robić.
– Wyglądasz mi na dziennikarkę.
Słodki uśmiech. – Dlaczego?
– Bo są czarujące w trakcie rozmowy a potem piszą o tobie straszne rzeczy.
– A co miałeś do czynienia z takimi?
– Haha tak, udzielałem wywiadu do „Gościa niedzielnego”.
– To się zdziwisz, jestem finansistą.
Moja głowa powoli osunęła się na blat stołu, zasłoniłem twarz rękoma i westchnąłem.. – Rany jaka nuda. Siedzisz całymi godzinami przed kompem, liczysz nie swoją kasę a później brakuje Ci jednego grosza i musisz zaczynać wszystko od początku?
Uśmiechała się, zatem było na prawdę źle. Ale dziewczyna miała coś w sobie.
– Jak się właściwie nazywasz?
– Żaklin…. Jakoś naturalnie przeszliśmy do tematu Francji 😉 Później wziąłem numer i zeszliśmy na parkiet.
Reszta ekipy zawijała właśnie do domu, a mi nie pozostało nic innego jak zaopiekować się czarującą Żaklin i jej koleżanką Moniką. To jeden z tych wieczorów, które jestem gotowy powtórzyć bez zmrużenia powiek.
Posted on

Imprezowe Eksperymentatorium

impreza

Tego wieczoru wraz z Doktorem śmignęliśmy do mekki spragnionych mocnych wrażeń klubowiczów, jednak pustki na parkiecie nie napawały nas optymizmem. W okolicach północy, trzeba było podjąć męską decyzję – odwrót na z góry upatrzone pozycje 😉 do innego klubu.

Po drodze ucięliśmy sobie przyjemną pogawędkę na temat plusów i minusów spania z koleżankami, a gdy osiągnęliśmy cel naszej podróży, moim oczom ukazał się piękny widok rozgrzanych, rozbujanych kobiecych ciał. Wszystko to płynęło w rytmie doskonałej klubowej muzy. W takich chwilach, nie przychodzi mi do głowy wiele spontanicznych otwieraczy, po prostu chcę wskoczyć na parkiet i na chwilę zapomnieć o całej grze w tym oceanie namiętności.

Po kilku szalonych rozmowach i szeptaniu na uszy dziewczyn miłych słówek, nabrałem ochoty na obchód generalny i nagle widzę znajomą buzię. Procesy myślowe zwalniają w okolicy 1 pm, ale udaje mi się przypomnieć, że kiedyś rozmawiałem z dziewczyną i że numer, który mi podała… nazwijmy to delikatnie: nie zapisał się prawidłowo w telefonie. Zdecydowałem, że zagram obrażonego. Odwróciłem twarz idąc w inną część klubu. Ale nie na długo. Naokoło nie działo się nic ciekawego, więc wróciłem na parkiet. Podchodzę do dziewczyny i mówię:

– Cześć, ammm… Agnieszka, coś ty mi dała za numer?

– Uśmiech. – A co?

– Znalazłem w nim całkiem fajne znaczki, kropki i przecinki. – Widzę, że jakiś koleś podbija do tej panny, więc ją pytam:

To Twój chłopak?

– Słodki uśmiech – Nie.

– To dobrze. – Zaczynamy bujać się razem na parkiecie, ale… ten gość jedzie na bezczela i zagaduje mi pannę. Pierwsza myśl – może brat, albo rodzina, ale przyglądam się bliżej, obok jest jeszcze książkowo wylansowany, czyli ewidentnie goście na wypasie próbują mi zepsuć flow. Haha, powodzenia.

Przytulam pannę i zwracam się do gościa – „Sorry stary, to moja dziewczyna”.

Dziewczyna się uśmiecha i mówi mi: – „Nareszcie, uratuj mnie”.

W tym czasie, ten który stał za mną mówi: „Ta jasne, to moja siostra”. Koleś ewidentnie nakłania mnie do licytacji, ale tym razem to nie jest jego gra.

– „Przykro mi nie tym razem.” – mówię odwracając się do niego plecami i przysuwając się jeszcze bliżej do dziewczyny, tak, że teraz obejmuję ją w talii i skracam dystans do minimum.

Zakłopotani goście stali jeszcze chwilę, ale w swoim mikro magazynie wyuczonych tekstów, skończyła im się amunicja. Aż do momentu gdy było już „pozamiatane”, kontynuowałem szeptaną konwersację, a dziewczyna robiła na mnie coraz lepsze wrażenie. Poszliśmy razem usiąść. Opowiedziała mi historię swojego życia i podobało mi się to co mówiła. Tego wieczoru, miałem jednak ochotę na zupełnie nowe wyzwania, dlatego wykorzystałem sytuację, że Doktor był w pobliżu i chwilę później znowu przeczesywaliśmy razem parkiet. To co nastąpiło później, było całkiem ciekawym splotem wydarzeń.

Posted on

Mowa jest srebrem, a milczenie..

podryw imprezowy

podryw imprezowy

Co za noc. W ten piękny piątkowy wieczór postanowiłem wykorzystać chwilę przerwy między jedną a drugą burzą, by suchą stopą dotrzeć kilka bloków dalej, na Mazowiecką. Wchodzę do jednego z klubów i widzę, że bramkarz stoi tego wieczoru wybitnie wysunięty do przodu (czyli gości w środku jak na lekarstwo). Pytam:
– Takie pustki dzisiaj?

– Nie no są ludzie.

– Ile?

– Trochę 🙂

Tiaaa… kupuję wjazd, wchodzę, pustki totalne. Zero ścisku, zero dziewczyn. Za wyjątkiem kilku wynajętych dziewczyn, parkiet świeci pustkami. Trudno, w taką pogodę jestem gotowy chwilę poczekać. Siadam na kanapie i zaczynam obczajać wchodzące do klubu kolejne sztuki. Myślę o swoim ostatnim burzliwym związku i w końcu łapię się na tym, że wybrzydzam coraz bardziej. Tak dalej być nie może, ruszam na parkiet. Tutaj szczęśliwie robi się coraz gęściej. Niestety szybko dopada mnie grono oszalałych druhen, które mocno wstawione nie posiadają już zbyt wielu ograniczeń. Czas mija szybko. Parkiet zgęstniał już jak dobra galareta – a wraz z nim pojawia się coraz większy wybór – aż chciałoby się powiedzieć „podano do stołu”. Tylko, że w dzisiejszym deserze brakuje ulubionego smaku. Obserwuję kilku odpicowanych nastolatków podchodzących do dziewczyn i przypominają mi się stare czasy. Ale tak to jest, kiedy zaczynasz być wytrawnym graczem, coraz bardziej ilość przekłada się na jakość. Ruch wokół na parkiecie jest bardzo duży, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie a im bardziej się przyglądam, tym mniejsze zainteresowanie wzbudzają we mnie pobliskie skupiska dziewczyn. Im mniej się na nich koncentruję, tym bardziej one próbują zwrócić na siebie moją uwagę. Zauważam z przykrością, że najczęściej stosowaną przez nie techniką jest wbijanie szpilek w Twoją stopę. Jest to dosyć frustrujące, ale na otarcie łez dziewczyny mają jeszcze jedną ciekawą strategię. Po prostu wchodzą na Ciebie. Wygląda to dosyć zabawnie. Wywijam śmiało ciało, aż nagle przysadzistych rozmiarów skrzydłowa kieruje w moją stronę swój moduł bezzałogowy. Nie mogąc zainstalować się na moim miejscu (co byłoby możliwe, gdybym był powiedzmy duchem), staje 3 mikrony ode mnie, cały czas tyłem i poprawia włosy, zarzucając mi pukle prosto w twarz. Myślę, że będąc z kobietą pomaga doświadczenie, kiedy mówić a kiedy wystarczy tylko objąć ją w biodrach, aby zrobiła wszystko o co ją poprosisz. Tego dnia wreszcie porządnie się relaksuję, nie zamieniając zbyt wielu słów.