Posted on

Piątkowe Deja Vu

W południe odebrałem tel. od Doktora, który zastanawiał się jak najlepiej rozegrać podbramkową sytuację w odległej miejscowości nadmorskiej. Od tego momentu zacząłem zastanawiać się, co warto byłoby spsocić, więc ustawiłem się z Szejkiem na wieczorne wyjście do klubu. Podjechaliśmy późnym wieczorem, akurat wtedy gdy wszystkie miejsca były już pełne gorących, przyjemnie falujących, kobiecych ciał.
Po wejściu do klubu przeszedł mnie sympatyczny dreszcz deja vu. W tym samym klubie, dwa tygodnie wcześniej, stała ta sama dziewczyna, w tym samym miejscu. Zabawny początek, zagadałem z sympatyczną długonogą, ale szybko zauważyłem też duże zmiany, cały parkiet był pełny sympatycznych, ślicznych dziewczyn. Tańczyłem w miłym nastroju, aż zobaczyłem szczupłą brunetkę w towarzystwie koleżanki i jakiegoś chłopaka.
– Sorry to Twój chłopak?
– Nie. – Uśmiechnęła się słodko.
– Podobasz mi się, a skąd jesteś?
– Puławy.
W takich momentach trzeba powiedzieć sobie, że mogło być gorzej, Meksyk, Venus, Kazachstan… zaczęliśmy się bujać w rytmie klubowej muzy. I wtedy właśnie na scenę wyszedł bardzo interesujący człowiek, który wziął do ręki mikrofon i zaczął zarzucać rytmy z dorzecza Amazonii – WTF?! Moja sympatyczna koleżanka była zachwycona, ja mniej.
– Zagrzej dla mnie to miejsce, zaraz wracam. – Powiedziałem do słodkiej dziewczyny, zanim z Szejkiem nie przedarliśmy się do baru. Tłok jak w japońskim metrze. Patrzę na lewo. Gołota. Chwileczkę, przecież ja dzisiaj nie piję. Patrzę ponownie – Gołota jak nic. Akurat przed nami stała interesująca brunetka, hmm…
– Który numerek macie?
– 16 (proszę, jaka przygotowana 😉
– A co dzisiaj polecacie do picia?
– Whisky!
– Ok, to zobacz. – Wskazuję na Szejka. – Tu jest sponsor dzisiejszego wieczoru, który postawi Ci co tylko zechcesz, jeśli uda Ci się poderwać Gołotę.
– Nie, daj spokój. – Powiedziała to w sposób, który sprawił, że zacząłem myśleć o nim z lekkim współczuciem. Faktycznie, chyba nie był dzisiaj w najlepszej formie.
Gdy naszą konwersację przerwała kelnerka przyjmująca zamówienie, moje spojrzenie skrzyżowało się z dwoma tańczącymi obok blondynkami.
– Jesteś z siostrą? – Nie ma to jak czasem puścić wodzę fantazji w otwieraczu, ale dziewczynom wystarczył ten poziom kreatywności.
– Nie, ale wszyscy nam mówią, że jesteśmy bliźniaczkami. – Hmmm, ciekawe dlaczego 😉
– Nie przejmuj się to tak jak my, zobacz to mój brat bliźniak – tutaj wskazałem na Szejka 😉
To co mnie w nich uderzyło, to może góra 155 cm wzrostu. Miłe były, fajne, drobne. I kiedy tak myślałem, moją uwagę ściągnęła kolejna dziewczyna, zatrzymująca się właśnie obok ze tym samym wzrostem. Moją uwagę przykuł może nie tyle jej wzrost, co miseczka D. Czy to w ogóle możliwe?! Przenoszę wzrok z jednej dziewczyny – miseczka A+, na drugą, równie filigranową – miseczka D!. Może to tylko sen? W każdym razie patrzę jak szejk Szejk podchodzi z plażowym drinkiem, więc chyba jednak sen. 😉 Wbijamy głębiej rozglądając się uważnie na boki – widzę kumpla, z nowym macho uczesaniem – u yeah! Plotkujemy trochę, później wracam na parkiet a tam… Żaklin z koleżanką (??)
– O wow, cudownie Cię widzieć! 🙂
Uśmiech. Przytuliłem się do niej i mówię:
– Szukamy dziewczyny dla Szejka.
Żaklin rzuca się na szyję Szejkowi. – To może poznasz nas ze sobą?
Tak, to by rozwiązywało wiele problemów 😉
Odbijamy, oficjalnie w poszukiwaniu kobiety dla Szejka. Mniej oficjalnie podchodzę do ślicznej latynoski (10), tańczącej samotnie na scenie i zaczynam niewinną konwersację.
– Z jakiego kraju przyleciałaś?
– Z Polski.
– Gdzie odlatujesz?
– Nigdzie.
– Ok, dwie bardzo dobre odpowiedzi. Musisz robić tu coś naprawdę niesamowitego.
– Jestem architektem.
– U łaaa, no widzę, że dzisiaj się zarchitektowałaś prześlicznie.
Oślepiła mnie swoim uśmiechem. – Projektuję dla banków.
Gdyby tylko była odrobinę wyższa, pozwoliłbym jej zaprojektować resztę swojego życia. Rozmawiamy jeszcze chwilę, później znajduje koleżankę przy barze i znika z pola widzenia. Wracam na parkiet. Tańczą tam drobna brunetka z tlenioną blondynką. Słyszę jak jedna z nich mówi:
– Chyba się już zbieramy.
O nie dziewczyny, jeszcze nie. Przysuwam się do blondynki
– Akurat! Impreza dopiero się zaczyna.
I faktycznie, dziewczyny kończą przebierać bezradnie nogami i szybko pozwalają sobie na chwilę zapomnienia w zmysłowym tańcu. O tak, kolejny pozytywny zwrot tego wieczoru. Poznajemy jeszcze kilka dziewczyn, ale gdy mijam na schodach Żaklin, ta żegna się kwaśno mówiąc, że jedzie już do domu. Jej koleżanka mówi wprost: – „Zatrzymaj ją”, ale wiem jak to by się skończyło. Kurtuazyjnie proponuję dziewczynom podwózkę, koleżanka Żaklin nalega, ale ona jest już nieobecna ciałem. Nie wiem co się stało, ale czuję się winny. Całuję ją w policzek na pożegnanie i wychodzę z Szejkiem – wracając do domu przejeżdżamy obok zagłębia kebabowego. Lekko zszokował mnie widok 5 dziewczyn, które przed chwilą poznaliśmy w klubie. Może to właśnie tu powinniśmy zaczynać imprezy następnym razem?
Posted on

Retro piątek

Zaczęło się interesującą odprawą z Doktorem i nowym świeżakiem. Godzinę później rozpierani energią, nie mogliśmy doczekać się wyjścia do klubu. Wczesne rozpoczęcie imprezowania wiąże się z tym drobnym ryzykiem, że Twoje 4 litery będą jedynymi na parkiecie, ale tego dnia postanowiliśmy z Doktorem poświęcić maksymalnie dużo czasu na przygotowanie nowej osoby do profesjonalnego podrywu. Zaczęliśmy od otwieraczy i wyglądało to na prawdę dobrze. Kilkadziesiąt minut później byłem wystarczająco zadowolony z postępów przy barze i stolikach, aby rzucić hasło – teraz parkiet. Byliśmy pierwszymi osobami, ale to zawsze dobrze robi na rozpoznawalność w nowym miejscu. Na biegnące w naszą stronę kobiety musieliśmy czekać mniej niż 5 sekund. Trzy grupki dziewczyn, szybko osaczyły nas ze wszystkich stron. W takich chwilach nie masz żadnej konkurencji, więc możesz czuć się naprawdę komfortowo otwierając kolejne zestawy. Wysłaliśmy świeżaka do jednej z tańczących obok dwóch koleżanek i biorąc pod uwagę fakt, że pobierał lekcje tańca mniej niż półtorej godziny wcześniej, wymiatał. Zadowolony, skoncentrowałem się na otwieraniu kolejnych zestawów, aż doszedłem do interesującej brunetki, z którą chwilę pobujałem się na parkiecie. W pewnym momencie podszedł do mnie Doktor:

– Załóż się z nią, że nie poderwie świeżaka.

– Haha, doskonały pomysł. – Od razu postanowiłem wdrożyć go w życie.

– Założę się, że nie poderwiesz tego gościa. – Powiedziałem do brunetki.

Spojrzała na mnie uśmiechając się.

– Tak, a co masz na myśli przez podryw? Rozmowa się liczy?

Spojrzałem na świeżaka. Hmm tak, rozmowa na dzień dobry byłaby miła.

– Tak.

– To w takim razie, powinieneś wiedzieć, że już ze mną rozmawiał.

Haha auć! Przy takim tempie jaki narzuciliśmy na początku, musiał porozmawiać z przynajmniej połową dziewczyn w klubie. Bawiliśmy się dobrze i tego dnia był super flow, ale niestety wszyscy byli ustawieni w innych miejscach. Podrzuciłem Doktora do następnego klubu i rozpłynąłem się w ciemnościach tej gorącej nocy. Cały wieczór natchnął mnie do małej retrospekcji tego wszystkiego, co przez ostatnie kilka miesięcy robiliśmy w klubach. Zaczęliśmy od doskonałej zabawy, a teraz jest jej jeszcze lepiej. Yeah!

Posted on

Piątek w Jaskini Smoka

biforek

Doktor śmignął na działkę – duża strata przed weekendem – tym niemniej na otarcie łez podrzucił zaproszenia do klubu, które nie mogły się zmarnować. D. zorganizował u siebie biforek. Gdy wspominał, że będzie on i same kobiety, myślałem że żartuje, ale NIE… 7 kobiet i nas dwóch – mogę tak zaczynać częściej.

Poznawanie dziewczyn zaczęło się w kuchni, później przeniosło na balkon, aby zakończyć się w salonie. D. zwrócił moją uwagę na dziewczynę, która szczególnie wpadła mu w oko. W trakcie gdy zapoznawał on sympatyczną niunię ze swoim księgozbiorem, ja byłem pod troskliwą, „matczyną” opieką jednej z dziewczyn, która z determinacją postanowiła walczyć przy pomocy suszarki z Colą, którą chwilę wcześniej rozlała na moich spodniach. Nie wiem jak często kobiety wylewają na was różnego typu napoje, ale te przypadkowe wycieki zdarzają się wystarczająco regularnie, aby przestać nazywać je przypadkowymi. W końcu czy jest jakiś lepszy sposób, aby wyciągnąć mężczyznę z tłumu i spędzić z nim chwilę na osobności? Gdy wróciłem do salonu D. był na etapie pokazywania dziewczynie kolekcji znaczków, więc zaproponowałem siedzącym na około kobietom, że zostawimy ich samych aby mogli się spokojnie zacząć całować. Z doświadczenia wiem, że gdy w rozmowę wplecie się umiejętnie wystarczająco dużo dwuznacznych aluzji, stają się one w końcu faktami. Minuty mijały na ciekawym przekomarzaniu się, więc pora było zarządzić wymarsz do klubu. Podróż była oryginalnym przeżyciem, ponieważ taka grupa podróżująca metrem bardzo łatwo zwraca na siebie uwagę otoczenia. Gdy po solidnej dawce śmiechu dotarliśmy do celu naszej podróży, mój moczopędny browar przeją kontrolę nad ciałem, tak że zamiast rzucić się wprost na rozkołysany parkiet skierowałem pierwsze kroki grzecznie do toalety. Po wyjściu, większość ekipy była już w środku. Pozostało tylko przykleić się do kogoś na parkiecie. Tak się akurat zdarzyło, że na kursie kolizyjnym pojawiła się wysoka, szczuplutka brunetka.

– Skąd jesteś? – Zagadałem, z odległości 2 milimetrów od jej ucha.

– Teraz już z Warszawy. – Dziewczyna wydawała się być już po solidnej zaprawie, dlatego przestaliśmy rozmawiać i poprzestaliśmy na wspólnym tańcu. Przy takiej dziewczynie można się dobrze rozgrzać, ale trzeba było rozejrzeć się po reszcie klubu. Weszliśmy z D. na górę, przy barze stanęły dwie dziewczyny, z których ta wyższa zaczęła tańczyć przy koleżance, jak przy rurze.

– Widać, że ma ochotę na sex. – skomentował D. który sztukę nie owijania w bawełnę opracował do perfekcji 😉 Niestety, dziewczyny szybko przeniosły się dalej.

Usiedliśmy na podwyższeniu zerkając na wszystko to, co właśnie omijało nas na parkiecie. Z obydwu naszych stron siedziały grupki dziewczyn. 3 sekundy później zagadałem do blondynki po lewej. Dziewczyna była z Wrocławia. Chciałem krzyknąć: „kto ma ochotę przeżycia wakacyjnej przygody zgłosi się piętro niżej”, ale bałem się, że moglibyśmy zostać sami. Mimo wszystko wakacje jeszcze w pełni, więc trzeba się liczyć, że ktoś roztopi wam serce, a później zniknie 300 km za horyzontem. W tym czasie zacząłem żałować, że nie wychyliłem się w drugą stronę, gdzie moją uwagę przykuła śliczna brunetka po stronie D. Chciałem, żeby ją poznał, ale cały czas prowadziłem rozmowę z koleżanką po lewej. Z opresji wyrwały mnie dziewczyny, z którymi rozgrzewaliśmy się przed imprezą. Zostawiliśmy je na naszych miejscach i pomknęliśmy na parkiet.

Tego dnia nie byłem zbytnio konstruktywny, ale zaskakująco nie miało to żadnego wpływu na moją skuteczność. Dziewczyny w parach otwierałem na podryw na „siostry” a przynajmniej 3 na „wieczór panieński”. W samym centrum wpadliśmy na dwa anioły i to są właśnie momenty, w których dziękujecie za wsparcie na skrzydle – Agata – mój anioł stróż, okazała się być studentką turystyki i rekreacji, z baaardzo interesującą powierzchownością. D. wiedział jak zająć się koleżanką. Spędziliśmy tak kilka miłych chwil do czasu, gdy dziewczyny nie śmignęły do baru. Akurat w samą porę, bo właśnie przechodził koło nas mega zestaw dwójkowy. Zagadałem do blondynki, która szybko postanowiła zainstalować się z „siostrą” w naszym otoczeniu. W tym czasie obok nas stacjonarny obóz rozbiły koleżanki z biforka, w tym jedna wyjątkowo interesująca modelka o 178 cm żywego sex appealu, z dziecięcą twarzą. Zabawa była bardzo konkretna, aż nagle usłyszałem od Agaty:

– Pogadaj z kolegą, bo on się przytula a my tego nie lubimy.

Że ke? 😉 5s. później zostawiamy dziewczyny same. Wbijamy głębiej na parkiet. Znajduję koleżankę, która tańczyła wcześniej przy barze… a może to ona znajduje mnie. Falujemy razem przez następne kilkanaście minut. Dziewczyny mieszkają blisko i są gotowe na wszystko, ale gdy robią przerwę techniczną na toaletę, D. zaczyna koncentrować się już tylko na 178 centymetrach równie pięknego, co zajętego ciała ślicznej modelki. Przez następne kilkadziesiąt minut próbuję ukierunkować moce D. na wyzwania jakie czekają nas jeszcze tego wieczoru, ale jest już za późno.

Gdy wychodzę, widzę naszą super modelkę dzwoniącą po taksówkę.

– A gdzie zgubiłaś D.?

– Powiedział, że jestem zbyt seksowna aby ze mną tańczył i poszedł..

Gdybym tak powiedział, zrobiłbym to na pewno tylko po to, aby wrócić w bardziej odpowiednim momencie. Zastanawiając się, jaki będzie finał tej historii jadę do domu. Wątpliwości rozwiewają się, gdy odbieram telefon od D.

– Zakochana w jakimś 38 letnim facecie z Włoch.

Tiaaa… to była długa, przyjemna noc 😉 Teraz muszę się wyspać i przygotować na spotkanie z Żaklin. Znikam w otchłani własnego łóżka z uśmiechem na twarzy.

Posted on

Let’s Do It One More Time! :D

impreza w mini na maksa

impreza w mini na maksaWyszliśmy z Doktorem, sympatyczną Panią X i dwoma dobrze rokującymi „świeżakami” Y i Z. Po drodze spotkaliśmy panieński, zatem do klubu niemalże wbiegłem w welonie. To było chwilę po tym, gdy rzuciłem się pannie młodej na szyję. Przed klubem niespodzianka, zmienił się selekcjoner. Sympatyczna brunetka zadumała się na nasz widok:

– Taka duża ekipa..
– Taka duża ekipa – odpowiedziałem. Ale widzę, że spogląda na dziewczyny, które ledwo trzymają się na nogach i ech… – To zróbmy tak, to jest mniejsza ekipa – pokazuję na naszych graczy – a to jest większa ekipa, uśmiecham się do dziewczyn.. 😉 Wchodzimy! W środku duże braki laskowo – osobowe, zatem nic tylko pogratulować ostrej selekcji. W klubie dołącza do nas jeszcze dwóch ziomków. D – mistrz kinetyzowania na parkiecie i S nieuleczalny kobieciarz z artystyczna duszą. W takim towarzystwie najlepiej spodziewać się niespodziewanego – energia jest wręcz wyczuwalna w powietrzu.
Robimy małe zamieszanie przy barze, później wbiegamy na parkiet. Nagle słyszę:
– Czeeeeeść.
– Siema stary – hmmm, ściskam dłoń jakiemuś obcemu facetowi. – Ale wlasciwie skąd ja Cię znam?
– Znamy sie przez Twoich rodzicow. – I tu wyskakuje z całym życiorysem i kawałkiem mojego. Najgorsze nie jest nawet to, że właściwie wszystko się zgadza, ale fakt że po głowie chodzi mi nadal jedno pytanie – skąd ten gość mnie zna?! Gdy powiedział, ze ma kawalerski przestałem wnikać i ścisnęliśmy się serdecznie jak dwa niedźwiedzie w galarecie. Niestety przebijał ze swoją ekipą (20 osób) do klubu go -go na padlinę, zatem szybko się pożegnaliśmy.
Po kontrolnym rekonesansie, rozgrzaniu mięśni na parkiecie i kilku spontanicznych otwieraczach, zauważyłem że Y po kilku namowach, jak na pierwszy raz radzi sobie całkiem dobrze – właśnie czarował całkiem interesującą dziewczynę na balkonie. Spojrzeliśmy na siebie z Doktorem, było dobrze, nawet bardzo dobrze. Podszedł D i zaczęliśmy planować atak na parkiecie. Na celownik poszła sympatyczna para długonogich koleżanek. Chciały nas pożreć na kolację, więc w ramach otwieracza burknąłem tylko coś niewyraźnie i zaczęliśmy oblężenie w rytmie konkretnych basów. Po krótkiej, acz treściwej konwersacji wywnioskowałem, że moja partnerka jest kolejną znudzoną małżeństwem mamuśką, która ochajtała się z wybitnie nudnym informatykiem, a jej koleżanka cóż… wyglądała na mniej zamężną i z pewnością zadowoloną pod naporem D.. Reszta ekipy rozgrzała się już wystarczająco, aby zdecydować się na przebicie do innego klubu. Wymieniłem porozumiewawcze spojrzenie z D, wiedziałem że zostaje w dobrych rękach. Przed wejściem S oświadczył, że musi coś jeszcze załatwić, zrozumiałem natychmiast, że postanowił zadzwonić do swojej dziewczyny (bardzo interesującej platynowej blondynki) i że to oznacza „wylogowanie się” z gry na dobre. Nie przepadam za angielskimi wyjściami, lecz trzeba przyznać, że kumplom wybacza się więcej.
W środku poprzeczka poszła do góry, przecież w końcu wylądowaliśmy w imprezowym epicentrum Warszawy. Świeżaki, zgromadziły się wokół baru, szukając impulsu do działania.
– Weź ten browar i zacznij stukać się z dziewczynami.
– Za chwilę, spokojnie. – Uwielbiam takie teksty, niestety jak wychylisz browar do końca, to nie będzie się czym stukać ;))
Poszliśmy na mały obchód z Doktorem i byłem rozbawiony widząc jak konkurencja próbuje wgryźć się w łaski X. Niszczenie było miażdżące, gdyż gościowi nawet nie udało się obrócić wszystkiego w żart. Tymczasem (będącym błędem językowym) na parkiecie tańczyła miła Pani. Nie wiem, czy bardziej uwodziła własnym wzrokiem, czy ponętnymi udami ochoczo wystającymi z najbardziej seksowej mini, w której nie wypada się pokazać w teatrze. Byłaby doskonałym wyzwaniem dla D., ale nasz ekspert od podrywu na parkiecie rozminowywał koleżankę w innym klubie. Chwilę później zobaczyłem jak Y zaczyna z nią nieśmiało tańczyć. Pomyślałem, że oberek nie najlepiej wygląda przy klubowej muzie, ale dziewczynie ewidentnie się podobało, co zachęciło Y do zmniejszenia dystansu. Myślę, że coś jeszcze z niego może być.
Spoglądając na dziewczyny wokoło, zainteresowały mnie dwie bardzo podobnie wyglądające dziewczyny. Szczególnie zainteresował mnie naturalny uśmiech jednej z nich, a może to te uda, które w szpilkach wyglądały jak stalowe relikwie fitnessowych guru. Zająłem się zmotywowaniem Z. Trzeba przyznać, że chłopak się przełamał, zaczął otwierać dziewczyny i wreszcie wyglądał na zadowolonego. Pod koniec imprezy D. zadzwonił z newsem, że dziewczyna mu się przestała podobać, bo „najchętniej chodziłaby za rączkę”. Jak ja lubię tą jego maczo naturę 🙂
Kilkadziesiąt minut później rozglądaliśmy się za najbardziej wytrwałymi imprezowiczkami i Doktor idąc na czele pochodu wypatrzył „stalowe łydki”, siedzącą przy stoliku. Zagadałem baardzo szybko.
– Gdzie zgubiłaś siostrę?
– To nie moja siostra? – Odpowiedziała z uśmiechem.
– W takim razie kto, bo wyglądacie niemalże jak bliźniaczki?
– To była dziewczyna mojego kolegi.
– Aha.. (W takich chwilach warto się zastanowić, czy dziewczyna, kolegi waszego brata, którego macie bądź nie, chciałaby brnąc dalej w ten wątek).
– Czyli z kim się dzisiaj bawisz?
– Z koleżanką.
– A gdzie ona jest?
– Za nami.
Oglądam się za siebie, a tam dziewczyna wije się pod napastliwymi uściskami napalonego kolesia.
– Aha, wygląda na to, że świetnie się bawi.
– Zaraz jedziemy do domu.
– Z tym gościem?
– Nie, on zostaje. (Najsss) Pośmialiśmy się jeszcze chwilę, a następnie zacząłem się zastanawiać co my właściwie możemy razem robić.
– Wyglądasz mi na dziennikarkę.
Słodki uśmiech. – Dlaczego?
– Bo są czarujące w trakcie rozmowy a potem piszą o tobie straszne rzeczy.
– A co miałeś do czynienia z takimi?
– Haha tak, udzielałem wywiadu do „Gościa niedzielnego”.
– To się zdziwisz, jestem finansistą.
Moja głowa powoli osunęła się na blat stołu, zasłoniłem twarz rękoma i westchnąłem.. – Rany jaka nuda. Siedzisz całymi godzinami przed kompem, liczysz nie swoją kasę a później brakuje Ci jednego grosza i musisz zaczynać wszystko od początku?
Uśmiechała się, zatem było na prawdę źle. Ale dziewczyna miała coś w sobie.
– Jak się właściwie nazywasz?
– Żaklin…. Jakoś naturalnie przeszliśmy do tematu Francji 😉 Później wziąłem numer i zeszliśmy na parkiet.
Reszta ekipy zawijała właśnie do domu, a mi nie pozostało nic innego jak zaopiekować się czarującą Żaklin i jej koleżanką Moniką. To jeden z tych wieczorów, które jestem gotowy powtórzyć bez zmrużenia powiek.
Posted on

Mowa jest srebrem, a milczenie..

podryw imprezowy

podryw imprezowy

Co za noc. W ten piękny piątkowy wieczór postanowiłem wykorzystać chwilę przerwy między jedną a drugą burzą, by suchą stopą dotrzeć kilka bloków dalej, na Mazowiecką. Wchodzę do jednego z klubów i widzę, że bramkarz stoi tego wieczoru wybitnie wysunięty do przodu (czyli gości w środku jak na lekarstwo). Pytam:
– Takie pustki dzisiaj?

– Nie no są ludzie.

– Ile?

– Trochę 🙂

Tiaaa… kupuję wjazd, wchodzę, pustki totalne. Zero ścisku, zero dziewczyn. Za wyjątkiem kilku wynajętych dziewczyn, parkiet świeci pustkami. Trudno, w taką pogodę jestem gotowy chwilę poczekać. Siadam na kanapie i zaczynam obczajać wchodzące do klubu kolejne sztuki. Myślę o swoim ostatnim burzliwym związku i w końcu łapię się na tym, że wybrzydzam coraz bardziej. Tak dalej być nie może, ruszam na parkiet. Tutaj szczęśliwie robi się coraz gęściej. Niestety szybko dopada mnie grono oszalałych druhen, które mocno wstawione nie posiadają już zbyt wielu ograniczeń. Czas mija szybko. Parkiet zgęstniał już jak dobra galareta – a wraz z nim pojawia się coraz większy wybór – aż chciałoby się powiedzieć „podano do stołu”. Tylko, że w dzisiejszym deserze brakuje ulubionego smaku. Obserwuję kilku odpicowanych nastolatków podchodzących do dziewczyn i przypominają mi się stare czasy. Ale tak to jest, kiedy zaczynasz być wytrawnym graczem, coraz bardziej ilość przekłada się na jakość. Ruch wokół na parkiecie jest bardzo duży, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie a im bardziej się przyglądam, tym mniejsze zainteresowanie wzbudzają we mnie pobliskie skupiska dziewczyn. Im mniej się na nich koncentruję, tym bardziej one próbują zwrócić na siebie moją uwagę. Zauważam z przykrością, że najczęściej stosowaną przez nie techniką jest wbijanie szpilek w Twoją stopę. Jest to dosyć frustrujące, ale na otarcie łez dziewczyny mają jeszcze jedną ciekawą strategię. Po prostu wchodzą na Ciebie. Wygląda to dosyć zabawnie. Wywijam śmiało ciało, aż nagle przysadzistych rozmiarów skrzydłowa kieruje w moją stronę swój moduł bezzałogowy. Nie mogąc zainstalować się na moim miejscu (co byłoby możliwe, gdybym był powiedzmy duchem), staje 3 mikrony ode mnie, cały czas tyłem i poprawia włosy, zarzucając mi pukle prosto w twarz. Myślę, że będąc z kobietą pomaga doświadczenie, kiedy mówić a kiedy wystarczy tylko objąć ją w biodrach, aby zrobiła wszystko o co ją poprosisz. Tego dnia wreszcie porządnie się relaksuję, nie zamieniając zbyt wielu słów.

Posted on

Kumpel w klubie

zdjęcie1
kumpel w klubie
kumpel w klubie

Dobry kumpel to solidne wsparcie dla wszystkich Twoich działań w klubie. Ma bardzo dużą zaletę, gdy mówi o Tobie – jest o wiele bardziej obiektywny, gdy opisuje jaki jesteś wspaniały. Dobry kumpel potrafi skrócić czas  jaki jest Ci potrzebny na udany podryw, jest także w stanie zwielokrotnić liczbę osób jakie poznasz tego wieczoru. Dobry kumpel, potrafi powiedzieć: „Zostaw tą blondynkę, dla mojego przyjaciela”, co akurat przynosi efekt raczej odwrotny do zamierzonego, ale przynajmniej wiesz że masz do czynienia z parą dobrych kumpli. Dobry kumpel potrafi znakomicie rozpracować i zaopiekować się koleżanką, czyli pierwszą osobę która może zacząć marudzić, gdy Ty będziesz zabawiać jej kumpelę. Nie powie Ci o tym oczywiście wprost, ale jeśli nie będziesz działał roztropnie, w mgnieniu oka wyciągnie obiekt Twojego zainteresowania do toalety. Dlatego gdziekolwiek zamierzasz wybrać się na imprezę, pamiętaj żaby mieć ze sobą dobrego kumpla, który ułatwi Ci dostanie tego, co chcesz.

Posted on

Kapitalny wieczór

Telefon od Doktora w piątkowe popołudnie może oznaczać tylko jedno – oficjalne otwarcie weekendu. Umówiliśmy się jak zwykle w centrum, tym razem wewnątrz klubu. Dojechałem drugi i znalazłem Doktora, który zdążył już zająć strategiczne miejsce przy barze. W jego ślady poszła też interesująco wyglądająca blond łasiczka, która z bezpiecznej odległości mogła przysłuchiwać się naszej rozmowie. Wymieniliśmy się bieżącymi informacjami, a później zastanawiałem się jak najlepiej otworzyć blondyneczkę. Tym razem jednak, wbrew swojej naturze, postanowiłem wypróbować nową, podpatrzoną przez Taurusa strategię. Polega ona głównie na tym, że przez długi czas nawiązujesz z dziewczyną kontakt wzrokowy ale głównie wtedy, gdy ona wyraźnie nie patrzy na ciebie. Kiedy to działa: tylko wtedy gdy dziewczyna stoi przy barze sama. Muszę przyznać, że działa świetnie. Tak, tak, wiem, za pierwszym razem myślałem, że to jakiś żart, że to nie w naszym stylu, ale skoro działa to zacznij to robić. Po kilku takich dłuższych chwilach, dziewczyna jest tobą zazwyczaj zaintrygowana na tyle, że otwieracz w zasadzie nie ma większego znaczenia. Możesz ją otworzyć na teksty od poszukiwania partnerki do bobsleja, aż po casting na polską barbie – w zasadzie nie testowałem tego jeszcze, ale jeśli zmuszam się do wyseplenienia kilku bezwładnych sylab, to to także powinno zadziałać. W każdym razie, po bliższym zagadaniu okazało się że dziewczyna dysponuje całkiem ładnego kalibru aparatem na zęby i ma więcej lat niż każdy z nas (oddzielnie na szczęście). Jakby tu powiedzieć, moja ciekawość przeniosła się na dziewczynę, która z zaskoczenia podeszła do niej i szepnęła jej coś do ucha. Kurcze, kojarzyłem tą buźkę.

– Skąd mogę kojarzyć twoją koleżankę? – Zagadałem blondynkę.

– Nie wiem, może cię przedstawię? – Pomyślałem, że to dosyć kuriozalne więc nie czekając zbyt długo, zagadałem brunetkę.

– Wybacz, normalnie nie mówię tego dziewczynom, ale skądś kojarzę twoją buzię.

W odpowiedzi, powiedziała mi – Jasne! – i wymieniła moje imię. Teraz już wszystko zaskoczyło. Spotkaliśmy się wcześniej w klubie. Miała na imię Magda, jednak teraz wydawała mi się o wiele fajniejsza, niż sposób w jaki zapisała się w mojej pamięci. W każdym razie, czuję że to duży pozytyw, iż w tym dużym mieście może czasem dojść do tak zaskakującego spotkania, w którym nie pamiętając kogoś zbyt dobrze, można by otwierać go kilka razy na ten sam otwieracz – to jeden z powodów, dla którego warto się rozwijać w czasie podążając za najnowszymi trendami.  Trochę się pośmialiśmy, pobalowaliśmy i wywiązała się ciekawa konwersacja.

– Cośtam cośtam (już na prawdę nie pamiętam).

– Nie wierzę Ci.

– Co? Zobacz, ona uwierzy. – Powtórzyłem tekst do przechodzącej akurat obok miłej, dobrze wyposażonej dziewczyny. Cała się rozpromieniła.

– Widzisz? Odpowiedziałem z przekąsem.

– Spytaj czy ci uwierzyła.

– Nie uwierzyłaś mi? – Zagadałem dziewczynę, która nie wiadomo dlaczego przycupnęła tuż obok.

– Nie.  – Zrozumiałem, że wiarygodność nie idzie w parze, z podrywaniem dwóch zupełnie obcych sobie kobiet w tym samym czasie. – W każdym razie, osiągnąłem zamierzony cel, oboje z Magdą wybuchnęliśmy śmiechem.

Nie pamiętam, dlaczego wyszliśmy – wiem, że po chcieliśmy przebić do innego klubu, po drugie jedliśmy kanapki. Wtedy moim oczom ukazały się dwa interesujące obiekty, z których jeden mógłby z pewnością objąć wakat mojej nadwornej masażystki. Po szybkiej piłce, dziewczyny zaoferowały, że zawiozą nas do następnego klubu, ale po drodze włączył im się szwędacz pokładowy i pojechaliśmy do zupełnie innego miejsca, gdzie był taki tłum, że parkowaliśmy pod samym wejściem. W środku, skasowani za wjazd, przez następne 15 minut robiliśmy 4/5 ruchu na parkiecie, wykrzywiając buźki w abstrakcyjnych pozach do pamiątkowych fotografii. Na szczęście wizyta w toalecie ocuciła mnie na tyle, że zarządziłem wspinaczkę wysokogórską, aby wydostać się z tej dziury i dalsza część tej sympatycznej nocy przebiegała już o wiele przyjemniej.

Posted on

Sposób na koleżankę

Dziewczyny często pojawiają się na imprezach w towarzystwie swojej najlepszej koleżanki. Na ogół jedna jest dobita i sfrustrowana po ostatnim związku, a druga wpada na pomysł aby ją rozweselić w klubie. Szuka jej chłopaka, wspiera w ciężkich czasach albo po prostu zapija z nią smutki w publicznym miejscu mając nadzieję, że wydarzy się coś bliżej nieokreślonego, ale z pewnością fascynującego. I tu pojawiasz się Ty. Podoba Ci się dziewczyna, ale ta która Ci się podoba na ogół jest zajęta. Ta sytuacja jest beznadziejna. Ale załóżmy, że masz dzisiaj szczęście i podoba Ci się właściwa dziewczyna i chcesz ją bliżej poznać, spędzić z nią więcej czasu, szczególnie w nocy, szczególnie tej nocy! Dobra wiadomość jest taka, że jeśli potrafisz się postarać, taka kobieta będzie chciała tego przynajmniej tak samo bardzo jak Ty. Zła wiadomość jest taka, że Twoim najtrudniejszym zadaniem tego wieczoru jest wysłanie koleżanki na orbitę okołoziemską, aby z bezpiecznej odległości mogła nie wyglądać na przybitego, smutnego, zatroskanego kociaka, którym trzeba się zaopiekować pod karą dożywotnich wyrzutów sumienia. Co działa? Szybkość i dobrze znane wymówki. Twoją dziewczynę musi zaboleć głowa, albo wręcz przeciwnie powinna się tak dobrze bawić, że zaproponuje swojej koleżance aby sama wracała taksówką do domu – do swojego domu. Druga strategia jest znacznie lepsza, ponieważ gdy już nauczysz Kobietę kłamać, bardzo trudno ją powstrzymać. Niestety ma też swoją wadę, prawie nigdy nie działa. Pamiętaj, aby zorientować się w sytuacji jak najszybciej, gdyż dziewczyny na ogół umawiają się tak, że śpią jedna u drugiej. Niedobrze. Jeśli myślisz, że tego dnia będziesz łopatologicznie sprawdzał twierdzenie Pitagorasa, otwórz szeroko oczy i sprawdź czy nie widzisz na około szczwanych wiewiórek strugających z mydła Twoje karykatury, bo nic takiego się nie wydarzy. Dlatego nie trać z oczy swojego głównego celu i skoncentruj całą moc na oderwaniu swojej owieczki od stada. A koleżanka, cóż… niech wyśpi się za was oboje.

Posted on

Maraton klubowy

Uf, to był pracowita sobota. Wszystko zaczęło się wieczorem na stacji metra, w drodze do klubu. Nie planowałem tego, ale to było silniejsze ode mnie:

– Hey dziewczyny, śmigacie do klubu?

– Tak (śmiech)

– A gdzie?

– Jeszcze nie wiemy. – Idealna odpowiedź. Zgarnąłem dziewczyny ze sobą, ale ponieważ umówiłem się z Doktorem w centrum, po drodze mieliśmy sporo czasu na rozmowę. Coraz trudniej znaleźć dziewczyny, które robią coś ciekawego. Jedna z dziewczyn prowadziła własną firmę cateringową, więc chwilę pogadaliśmy o jej biznesie, klientach i zacząłem rozumieć, że to dokładnie to, od czego planowałem się tego dnia oderwać. Kilka minut później ruszyliśmy razem do klubu. W środku parkiet był już mocno rozgrzany. Pozwoliliśmy naszym koleżankom rozproszyć się po klubie, aby chwilę później otwierać kolejne zestawy. Tego dnia trzaskaliśmy sporo zdjęć z dziewczynami w najróżniejszych pozach. Kluby zmieniały się jak w kalejdoskopie a my nie przestawaliśmy zadziwiać samych siebie. Są takie dni kiedy wszystko wychodzi, można poczuć ten wewnętrzny spokój i popłynąć na fali – to był właśnie jeden z takich wieczorów, po tych wszystkich doświadczeniach, musiał nadejść taki dzień. Doc mocno pracował nad jedną relacją, dlatego postnanowiłem zmienić klub. Po drodze spotkałem dwie bardzo przyjemne Panie, które szły z naprzeciwka.

– Idziecie w złą stronę!

60 sek. później szedłem w złą stronę razem z nimi. Zaliczyliśmy traumatycznego kebaba, kolejny klub i zauważyłem, że większość z tego czasu zajęła nam rozmowa o tym, kto ile ma lat. Dziewczyny się pokłóciły, jedna z nich chciała wracać do domu, druga uległa, domknąłem z numerem i wróciłem na właściwą drogę. Tu niespodzianka, chwilę po mnie do klubu weszły dziewczyny, które widziałem w poprzednim miejscu. Wyglądały na niepozorne, ale teraz gdy wyginały swoje gibkie ciała 10 cm przede mną, nie miałem wątpliwości, że są gorące jak islandzki wulkan. Tego dnia zmieniałem kluby jeszcze 4 krotnie, aż dostałem numer od Doktora i udaliśmy się do najbardziej traumatycznego klubu we wszechświecie. Tam chwilę po nas także dotarły gorące Aniołki Charliego i ponieważ nadal byłem pod wrażeniem ilości dymu na centymetr kwadratowy, porzuciwszy myśl o przedzieraniu się przezeń z maczetą, przetarłem szlak do główno dowodzącej:

– Śledzicie nas?

Zrobiła duże oczy. Nic więcej nie widziałem w tych dantejskich ciemnościach.  – Ale o co chodzi?

– Ja cię kojarzę. – Powiedziała jej nieco mniej urodziwa koleżanka. – Uśmiechnąłem się serdecznie. Taki chłodnik o tak późnej porze (była ok. 5 rano) doskonale oczyszcza umysł. Wymieniłem porozumiewawcze spojrzenia z Doktorem, wyszliśmy.

To już był koniec, ale przed klubem niespodzianka. Podchodzi do nas długonoga szczuplutka blondyneczka i mówi:

– Witam Panowie. – Tylko… to jest już chyba temat na zupełnie inny wątek.

Posted on

Środa w klubie

O co za noc! Po dwutygodniowej przerwie spowodowanej żałobą narodową wreszcie można było ruszyć do klubu. I ruszyłem wraz z Doktorem, na całego.

Im dłużej imprezujemy, tym dziwniejsze pomysły przychodzą mi do głowy, ktoś jednak musi to wszystko przeeksperymentować. W ten pamiętny środowy wieczór naszym motywem przewodnim miały być sporty ekstremalne. Niestety statystyki pokazały, że dziewczyny niezbyt chętnie uprawiają sporty ekstremalne a większość reaguje alergicznie na samą sugestię. że interesuje was coś ekstremalnego. Po jednej rozmowie, która wymknęła się nieco spod kontroli postanowiliśmy oficjalnie zakończyć podryw na sporty ekstremalne.

Gdy z Doktorem siedziałem przy jednym ze stolików, przetrenowałem sekwencję uśmiech, podanie dłoni i przyciągnięcie dziewczyny do siebie. Działa piekielnie skutecznie. Przez chwilę zastanawiałem się, czy można by jeszcze po staropolsku pocałować w dłoń, lecz w takiej pozycji trzeba byłoby stracić z pola widzenia te gigantyczne oczy. Warto dodać, że Dziewczyna była z koleżanką i po porozumiewawczym spojrzeniu, które z nią wymieniła obydwie przysiadły się do nas. Niestety brak inicjatywy z naszej strony spowodował, że usiadły na przeciwko, czyli obowiązkowo należałoby pomyśleć wcześniej o miejscu dla nich. Zrobiliśmy tak przy innym zestawie, trójkowym, tyle że siadając na skrzydłach nie mieliśmy najlepszego dostępu do dziewczyny, która siedziała w środku. Jeśli jedna z dziewczyn się nudzi, a pozostałe dwie to jej najlepsze koleżanki, sprawy przybierają taki obrót, że przy jednym stoliku nie wysiedzą. Myślę, że jeszcze będziemy mieli okazję nad tym popracować.

Z nowych otwieraczy poszedł:

– „Gdzie zaparkowałaś swój latający dywan?.”

Działa dobrze, tym bardziej jeśli właśnie traficie na Edytę, której ojciec jest… Turkiem. Kobiety mają zadziwiający sentyment do Szeherezady i Baśni z 1001 nocy, ale niestety latających dywanów nie posiadają, co bardzo by się przydało na parkiecie, który tego dnia był wyjątkowo gorący.

Po raz kolejny mignęła mi przed oczami sąsiadka, która brała w ubiegłym roku ślub. Zagadałem o tym z taksówkarzem, który odwoził mnie do domu a on zrewanżował się ciekawą historią o koledze, który miał dziecko z mężatką, której mąż świadomy tego faktu, nadał dziecku własne nazwisko i zanim wyeksmitował żonę z domu, przez ponad rok chodził z nią i jej kochankiem na wódkę, powtarzając jak bardzo jest zakochany (??). Może zamiast do kina, ludzie poszukujący interesujących historii miłosnych powinni częściej jeździć taksówkami? A propos Ariel, którego spotkałem w klubie stwierdził, że zakochał się i organizuje wkrótce 3 dniową imprezę urodzinową w plenerze – myślę, że może być ciekawie.